Szeremietiew: Reforma Błaszczaka zbyt ostrożna. Nie wiadomo, czy system zadziała w razie wojny


Szeremietiew: Reforma Błaszczaka zbyt ostrożna. Nie wiadomo, czy system zadziała w razie wojny


Sejm uchwalił reformę systemu dowodzenia i kierowania siłami zbrojnymi. Czy to dobry ruch w kierunku budowy nowej strategii obronnej?

Romuald Szeremietiew:
To dopiero początek, pierwszy krok. Krok poza tym nie bardzo w moim odczuciu udany. Moim zdaniem należało tę reformę wprowadzić kompleksowo, nie metodą małych krojów. Tymczasem mamy tylko częściową naprawę.



Mówi Pan jednak, że naprawę. Co w takim razie zmienia się na lepsze?
Przede wszystkim to, że na szczeblu najwyższym jest jeden dowódca, odpowiedzialny za obronę i będzie to szef sztabu generalnego. Teraz było tak, że było dwóch równorzędnych dowódców – Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych oraz Dowódca Operacyjny Sił Zbrojnych. A szef Sztabu Generalnego był w zasadzie doradcą ministra obrony narodowej, nie wiadomo do końca od czego. Tymczasem zasadą podstawową w wojsku jest zasada jednoosobowego dowodzenia na każdym szczeblu. Ta ustawa ją przywraca i to bez wątpienia krok w dobrym kierunku.



A co w takim razie nie jest pozytywne?
Mają nadal pozostać, z tym, że podległe już szefowi sztabu Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych oraz Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych. A jednocześnie mają być przywrócone dowództwa poszczególnych rodzajów sił zbrojnych – Marynarki Wojennej, Sił Powietrznych, Sił Lądowych. Tu ta koncepcja się trochę łamie. Moim zdaniem tu jest wciąż dużo do zrobienia.



W jaki sposób będzie dalej przebiegać reforma dowodzenia armią?
Nie wiem. Za poprzedniego ministra była konkretna koncepcja, jeżeli chodzi o system dowodzenia. Została ona zanegowana przez ośrodek prezydencki. Minister Mariusz Błaszczak podjął próbę naprawy, jednak to jest tylko cząstkowe rozwiązanie. Tymczasem zmiana systemu dowodzenia powinna być przeprowadzona szybko i kompleksowo. Wojsko musi wiedzieć, kto będzie mu rozkazywać. To jest moim zdaniem sytuacja niezbyt dobra. Jest jeszcze jedna kwestia bardzo istotna.



Jaka?
Pamiętajmy, że system dowodzenia jest tworzony nie po to, by wojsko ładnie chodziło na defiladach, ale by mogło podjąć odpowiednie działania w sytuacji wojennej. A więc zasada jest taka, że ten system, który obowiązuje w czasie pokoju, powinien się bardzo prosto przekształcać w system wojenny. Czy obecny, częściowo zmieniony, spełni to zadanie. W moim przekonaniu nie. To problem, który trzeba jak najszybciej rozwiązać. Bo za długo to wszystko trwa.



Czytaj także:
Budka: Nagrania premiera pokazują, że afera taśmowa nie była aferą PO