"Jest kukułczym jajem, z którym nikt nie wie, co zrobić". Skąd inflacja pomysłów na przyszłość Patryka Jakiego?


"Jest kukułczym jajem, z którym nikt nie wie, co zrobić". Skąd inflacja pomysłów na przyszłość Patryka Jakiego?

– Przestrzegałem kolegów, żeby zbytnio nie inwestować w Warszawę medialnie i politycznie, bo to na końcu będzie miało gorzki smak – ocenił w TVN 24 Adam Bielan, gdy kilkanaście godzin po ogłoszeniu wyników exit poll Konrad Piasecki wypytywał go o porażkę Patryka Jakiego już w pierwszej turze.

Kilka dni później w Radiu Dla Ciebie wicemarszałek Senatu dodał: – Możemy spekulować, czy gdyby kandydatem był ktoś mniej zaangażowany w partię, ekspert związany z naszym środowiskiem, to byłaby w Warszawie druga tura. To są jednak już czyste spekulacje.

Polityk z władz PiS-u: – To nie przypadek. Jeśli Bielan publicznie oceniał Jakiego, miejscami nawet krytykując, odbywało się to za zgodą prezesa.

Osoba dobrze znająca wiceministra sprawiedliwości: – Ekipa Patryka walczy o narrację. Od kilku dni wszyscy widzą, jak Bielan łazi po mediach i chce mu zrobić jak największą krzywdę.

Jaki vs. Zakon PC

Z opanowaniem narracji jest problem, bo w zaledwie kilka dni wymknęła się spod kontroli. Jaki po wyczerpującej kampanii postanowił odpocząć, więc głos zabierali inni. W wypowiedziach ludzi z obozu władzy można znaleźć kilka powtarzających się wątków: bolesna porażka, rekordowy wynik, energetyczna kampania, ogromna pracowitość. Pojawiły się również trzy scenariusze, dotyczące politycznej przyszłości wiceministra. „Do Rzeczy” napisało o możliwym starcie do europarlamentu, a Wirtualna Polska o fotelu prezesa Najwyższej Izby Kontroli albo pracy w innym ministerstwie.

Gdy Jaki zabrał w końcu głos, zaczął kluczyć. – Nie wykluczam takiej możliwości – odpowiedział w Polsat News na pytanie Bogdana Rymanowskiego o start do europarlamentu. Co ciekawe, na to samo pytanie zadane kilkanaście godzin później podczas konferencji prasowej, powiedział:

Nie, nie potwierdzam tego. Na razie wracam do Ministerstwa Sprawiedliwości. (…) W przyszłości niczego nie wykluczam, bo – jak sami państwo widzicie – polityka potrafi zaskakiwać

Skąd ta zmiana? Wiceminister miał zdać sobie sprawę, że stał się elementem czyjejś gry. Gry, której celem jest marginalizacja lub pozbycie się Jakiego z pierwszego szeregu.

Ludzie, którzy chcieliby się go pozbyć i wysłać do Parlamentu Europejskiego mówią, że rozpatrywany jest wariant wysłania go do Brukseli. W ten sposób zasiewają ideę

– mówi osoba z otoczenia polityka.


Konferencja Patryka Jakiego w Jaki CafeKonferencja Patryka Jakiego w Jaki Cafe  SŁAWOMIR KAMIŃSKI

Kim są „ludzie, którzy chcieliby się go pozbyć”? Nie od dziś wiadomo, że fanami politycznych talentów Jakiego nie są członkowie tzw. Zakonu PC, czyli najwierniejsi druhowie prezesa Jarosława Kaczyńskiego jeszcze z czasów Porozumienia Centrum. Nie chcą dopuścić, żeby przez nieuwagę pod ich nosem wyrósł poważny konkurent do rządu dusz na prawicy. Od czasu pozbycia się z PiS-u Zbigniewa Ziobry nie było takiego problemu i ludzie Zakonu woleliby, żeby tak zostało.

To najpewniej Zakon rozsiewa plotki o przyszłości Jakiego. Liczą na to, że uda się go wypchnąć i problem rozwiąże się sam. Teraz jest do tego idealna okazja, bo Jaki poniósł klęskę w Warszawie i jest osłabiony. Chwilowo

– słyszymy od człowieka dobrze orientującego się w rozgrywkach na Nowogrodzkiej.

Czy w PiS-ie rzeczywiście chcą utrącić Jakiego, dopóki jeszcze jest to możliwe? Pytamy o to posła Tadeusza Cymańskiego, do niedawna kolegę wiceministra z Solidarnej Polski. Stara się wykręcić od odpowiedzi. Dopytywany, w końcu przyznaje: – Nazwisko Jaki to dziś marka. Nie muszę chyba mówić, co to oznacza w polityce?

Broń obosieczna


Temat Jakiego jest dziś dla PiS-u niewdzięczny i niewygodny. Z kilku powodów. Przede  wszystkim, od początku bieżącej kadencji niesłychanie wzmocnił się politycznie. Stał się rozpoznawalny i lubiany. Jest jedną z najpopularniejszych twarzy „dobrej zmiany”. W języku polityki oznacza to jedno: zagrożenie. – Nikt tak naprawdę nie wie, jakie są jego faktyczne poglądy. Jego poglądy to pragmatyzm i, kiedy trzeba, także cynizm. Do tego jest potwornie zdeterminowany w dążeniu do celu i niezwykle pracowity – mówi nam jeden z polityków PiS-u, gdy pytamy go o Jakiego.

Teoretycznie porażka Jakiego w stolicy dawałaby okazję do jego utrącenia albo chociaż poważnego zmarginalizowania. Tyle że to broń obosieczna. Nasi rozmówcy z PiS-u przyznają, że Jaki istotnie poszerzył elektorat partii i gdyby z Rafałem Trzaskowskim walczył w skali kraju, pokonałby go. Jest więc atutem Nowogrodzkiej i, nawet mimo przejściowych trudności, warto go zachować, bo w przyszłości jeszcze nieraz się przyda.

Czuje to zresztą sam Jaki. – Praca, którą włożyliśmy tu w Warszawie na pewno przełożyła się na wyniki w Polsce, a w Polsce generalnie wygraliśmy – podkreślił na konferencji prasowej, podsumowującej jego kampanię.

Faktycznie wykonał świetną pracę, a że jestem politykiem młodej generacji, to jestem przekonany, że czeka go błyskotliwa kariera

– chwali młodszego kolegę senator Jan Maria Jackowski (PiS).

W podobnym tonie wypowiada się poseł PiS-u Paweł Lisiecki, który w sztabie Jakiego odpowiadał za sprawy mieszkaniowe. – Jest energiczny, ma mnóstwo pomysłów i ogromny potencjał. Przed nim na pewno świetlana przyszłość – w rozmowie z Gazeta.pl zachwala byłego już kandydata na prezydenta Warszawy.

Dwa różne światy

Pomylą się jednak ci, którzy pomyślą, że Jaki ma dzisiaj w PiS-ie status ulubieńca. – Jest teraz kukułczym jajem, z którym tak naprawdę nikt nie wie, co zrobić. Partia nie ma na niego pomysłu, stąd nagle pojawiło się tyle scenariuszy pt. „Co dalej z Jakim?” – mówi nam prominentny polityk partii. – Nie można się go nagle pozbyć, bo zrobił się zbyt znany i zbyt popularny. Z drugiej strony, jest kojarzony z dotkliwą porażką, mnóstwo osób w partii jest na niego wściekłych, bo uważają, że to on jest winny tak wysokiej frekwencji w tych wyborach. W Warszawie zapłaciliśmy za to kilkoma mandatami w radzie miasta – wyjaśnia.

Konwencja wyborcza Patryka JakiegoKonwencja wyborcza Patryka Jakiego Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Być może najpoważniejszym problemem 33-letniego polityka jest to, jak postrzega go osoba numer jeden w obozie Zjednoczonej Prawicy. Prezes Kaczyński miał być w szoku, gdy dowiedział się, że Jaki w Warszawie nie wszedł nawet do drugiej tury. Jego emocje potęgowało to, że wyniki w skali kraju też nie układały się wówczas całkiem po myśli PiS-u. Kiedy jednak okazało się, że partia rządząca zdobywa coraz więcej mandatów w sejmikach i przejmuje kolejne województwa, także prezes ochłonął i spojrzał na sytuację Jakiego życzliwiej. Jak pisała Wirtualna Polska, wiceminister pojawił się nawet na naradzie kierownictwa Zjednoczonej Prawicy na Nowogrodzkiej, gdzie prezes osobiście podziękował mu za pracę włożoną w kampanię.

To jednak gra pozorów. Jeden z naszych rozmówców przyznaje, że prezes nie zalicza się do grona fanów Jakiego. – Docenia jego pracę, ale to nie człowiek z jego bajki. To nie przypadek, że młodzi, brawurowi politycy z dużą siłą przebicia nigdy nie robili u nas wielkich karier. A jeśli już zaczynali, to szybko ich „przycinano” – słyszymy. Stoją za tym konkretne powody. – Prezes od lat stara się – oczywiście z różnym skutkiem – nadać PiS-owi bardziej inteligencki rys, dodać więcej powagi w opiniotwórczych środowiskach. Jaki do tej układanki mu nie pasuje. Charakterologicznie to ludzie z dwóch różnych światów – podkreśla nasze źródło.

Wybory samorządowe 2018. Ewa Kopacz: PiS chciał pokazać Jakiego jako światowego, słuchającego ludzi, a on okazał się tym, kim był od samego początku