Ziemniak. Trufla północy


Ziemniak. Trufla północy

Pyrlandia – taki napis widnieje na drzwiach naszego domu pod Poznaniem. W tym regionie mieszkańcy są z ziemniaków prawdziwie dumni.

Zdjęcie

Katarzyna Bosacka - – dziennikarka, autorka programów „Wiem, co jem, i wiem, co kupuję”, „Gwiazdy od kuchni” i nowego „Co nas truje” w TVN Style /Kuba Pajewski /Pani
Katarzyna Bosacka - – dziennikarka, autorka programów „Wiem, co jem, i wiem, co kupuję”, „Gwiazdy od kuchni” i nowego „Co nas truje” w TVN Style /Kuba Pajewski /Pani

W życiu może nam się znudzić wszystko, ale nigdy chleb i ziemniaki - takie powiedzenie usłyszałam niedawno. Coś w tym jest, bo mimo że ciągle szukamy egzotycznych smaków i połączeń, to jednak najbardziej lubimy rzeczy swojskie i proste. Tyle że z ziemniakami wcale tak łatwo nie jest. 


Weźmy choćby nazwę: co region, to inna. Na Mazowszu jada się ziemniaki, na Podhalu - grule, na Śląsku - kartofle, na Kaszubach - bulwy, a w Wielkopolsce - pyry. Ba, Wielkopolska nazywana jest często Krainą Podziemnej Pomarańczy, o czym świadczyć może nie tylko niezliczona ilość potraw z ziemniaków, tj. pyry z gzikiem, szare kluchy, plendze czy szagówki (w innych regionach te pierwsze znane jako placki, te drugie jako kopytka), ale również to, że na Łęgach Dębińskich w Poznaniu wdzięczni rodacy wystawili pyrze pomnik. 

Tymczasem profesor Jan Miodek z Wrocławia twierdzi, że najlepszą nazwą na tak popularne w Polsce podziemne bulwy nie są ani pyry, ani ziemniaki, tylko jednak kartofle, bo przecież jest zupa kartoflanka, a nie ziemniaczanka. I że owszem, kartofle przyszły do nas z niemieckiego (Kartoffel, dawn. Tartuffel), ale tak w ogóle są proweniencji włoskiej, od słowa "tartufo" znaczącej tyle, co "trufla". No więc mamy, proszę państwa, naszą Truflę Północy! 


Nazwa nazwą, jednak w kwestii "ziemniak a sprawa polska" - ile regionów, tyle upodobań kolorystycznych i smakowych. Na Mazowszu ziemniaki muszą być śnieżnobiałe (żółte uważa się za pastewne) i sypkie, bo tu z lubością jada się je tłuczone. W Wielkopolsce odwrotnie: muszą być żółte, twardawe i kleiste, bo najczęściej podaje się je z wody. 


A ziemniaków jada się w Polsce - mimo rosnącej mody na makaron, kuskus, ryż i kasze - nadal bardzo dużo. Sto kilogramów na głowę statystycznego Polaka rocznie! Czterech na dziesięciu Polaków wybiera ziemniaki na obiad codziennie - to znani wyznawcy sekty ziemniaczanej, której przyświeca hasło: "Obiad bez ziemniaków to obiad stracony!". Ciekawe tylko, jak duża grupa mieszkańców naszego kraju wie, jak późno ziemniaki trafiły pod nasze strzechy?


Stało się to dzięki królowi Janowi III Sobieskiemu, który to w 1683 roku wysłał spod Wiednia woreczek z małymi bulwami ukochanej Marysieńce. Ogrodnik pałacu w Wilanowie, Wieńczarek, zasadził je, pięknie zakwitły, więc przez lata uważano ziemniaki za... roślinę ozdobną, na co dzień konsumując głównie kaszę. Popularne stały się dopiero w XVIII wieku. 


Ja w sumie do ziemniaków nic nie mam. Lubię młode, bo mają sporo wody, mało kalorii, nie trzeba ich obierać. Starsze, także w mundurkach, podgotowane, a potem przekrojone na pół, posmarowane masłem czosnkowym i zawinięte w folię aluminiową świetnie nadają się, żeby zapiec je na grillu czy wrzucić do ogniska. Jednak u nas w domu dzieci wolą makaron albo ryż, a my - kaszę, ale jeśli się już ziemniaki pojawiają, to falami. 


Najpierw po prostu z wody albo w formie purée. Potem przerabiam je na kopytka czy knedle. Zresztą gotowane ziemniaki ze śliwką to nasz rodzinny rytuał zapowiadający jesień. Niepryskane śliwki zbieramy w naszym przydomowym sadzie, z antrejki (po poznańsku przedpokoju) bierzemy tytkę (torbę) na pyry, kupujemy je na bazarku w Mosinie lub Stęszewie, potem obieramy, gotujemy, nadziewamy śliwką i cynamonem i, mrucząc głośno, zjadamy do cna. 


Frytek w zasadzie nie uznajemy, na chipsy jest szlaban w domu, ale czasem dzieci przypili i proszą o placki ziemniaczane, więc smażymy je i zajadają na słodko lub słono. Lubię też ten moment jesienią, kiedy w dobrych delikatesach pojawia się wybór ziemniaków innych niż tradycyjne. Kupuję wtedy bataty, ziemniaki różowe, białe, fioletowe. Nie obieram ich, tylko kroję na kawałki, solę, polewam olejem, dodaję czosnek i rozmaryn i zapiekam w piekarniku. To dopiero jest uczta! Klękajcie narody, chowajcie się trufle, znikajcie pomarańcze!  


Przepis na placki ziemniaczanej z pstrągiem i kopytka ze świeżym tymiankiem znajdziesz na następnej stronie>>>