Gowin: Przedobrzyliśmy z obietnicami


Gowin: Przedobrzyliśmy z obietnicami


Antoni Trzmiel, Karol Gac: Próba zakazania Marszu Niepodległości przez ustępującą prezydent Warszawy była celowym zaognieniem sytuacji? Hanna Gronkiewicz-Waltz chciała zamieszek?



Jarosław Gowin: Właśnie tak na to patrzę. Niezależnie od tego, czy Hanna Gronkiewicz-Waltz podjęła tę decyzję w sposób pełni przemyślany, czy pod wpływem irracjonalnych impulsów, to konsekwencje byłyby właśnie takie. Efektem musiałoby być wymknięcie się wydarzeń spod jakiejkolwiek kontroli. Nie wierzę, żeby delegalizacja Marszu Niepodległości zniechęciła dziesiątki tysięcy uczestników do wzięcia w nim udziału. Konsekwencje byłyby więc trudne do przewidzenia, ale z całą pewnością wizerunek Polski bardzo by na tym ucierpiał.



A kto na tym zyska?



Zyskaliby za granicą ci, którzy nie chcą silnej i zabiegającej o własne interesy Polski. Wewnątrz Polski zyskaliby za to ci, którzy za wszelką cenę chcą przekonać Polaków, że rządy Zjednoczonej Prawicy prowadzą do chaosu, pogorszenia wizerunku Polski za granicą, albo wręcz do wyjścia z Unii Europejskiej.



Bardzo wysoko cenię polityczne talenty Donalda Tuska. Zwróciłem uwagę na to, w jak sposób skorygował narrację partii opozycyjnych o rzekomym Polexicie. W przeciwieństwie do Grzegorza Schetyny, czy Władysława Kosiniaka-Kamysza, wytrawny fighter, jakim jest Donald Tusk powiedział: „oni być może nie chcą wyjścia z UE, ale wypuszczają dżina z butelki, a wyjście z UE może być niezamierzonym efektem rządów Zjednoczonej Prawicy”. To argumentacja, która może trafić na podatny grunt. Musimy zbudować odpowiednią kontrnarrację.



Wystarczy zaprzeczać, że to nieprawda?



Nie wystarczy zaprzeczać, że to nieprawda. Nie należy dostarczać pretekstów do tego, żeby wielu ludzi dobrej woli – nawet naszych sympatyków – zaczęło żywić jakiekolwiek obawy. Są one irracjonalne, ale nie zmienia to faktu – w sensie psychologicznym – że są rzeczywiste. Polityka w dużej mierze zależy nawet od irracjonalnych powiewów psychologicznych.



Co się stało, że Zjednoczona Prawica straciła w ciągu ostatniego tygodnia kampanii kilka punktów procentowych?



Przyczyny są na pewno złożone. Niewątpliwie narracja opozycji o Polexicie była jednym z głównych powodów. Myślę, że w dużych miastach bardzo zaszkodził nam skrajnie niefortunny spot o imigrantach. Nazywam go niefortunnym mimo tego, że jestem zdeklarowanym zwolennikiem tej linii, który nasz rząd prezentuje. Żadnej zgody na przyjmowanie imigrantów z krajów islamskich. Myślę tez, że przedobrzyliśmy z obietnicami. Było ich tak dużo, że zaczęły się dewaluować.



A ktoś popełnił błąd personalnie?



Ja, moi koledzy z Porozumienia, Solidarnej Polski oraz Prawa i Sprawiedliwości. W polityce zawsze się popełnia błędy. Jeżeli pytacie panowie, czy jest ktoś konkretny, na kogo spada odpowiedzialność za nieco gorszy wynik, niż wskazywały tuż przed końcem sondaże, to oczywiście nie. Nie ma takiej osoby. To mniejsze zwycięstwo jest konsekwencją pewnej sumy błędów, które popełniliśmy i pewnej sumy udanych działań w końcówce kampanii ze strony opozycji.



Obudzili się i złapali wiatr w żagle?



Na pewno dostrzegam zalążki pewnej dynamiki antypisowskiej, czy szerzej: antyprawicowej. Gdyby wybory parlamentarne odbyły się jutro, to myślę, że Zjednoczona Prawica miałaby nadal samodzielną większość. Jednak ten proces powstawania nastrojów antypisowskich ma swoją dynamikę. Jeżeli go nie powstrzymamy, to za rok skala zwycięstwa może się okazać zbyt mała by kontynuować rządy Zjednoczonej Prawicy.



W tym składzie drużyny to odwrócicie?



Zdecydowanie tak. Musimy sobie jednak precyzyjnie zdiagnozować, jakie błędy popełniliśmy, gdzie są potrzebne korekty, a potem się tego trzymać, aby nie było tak, że niezależnie od generalnego kierunku, który zostanie przyjęty, potem każdy będzie ciągnął w swoją stronę.