Halaba: Jestem gotowy, by zostać liderem w Zawierciu!


Halaba: Jestem gotowy, by zostać liderem w Zawierciu!
Marta Ćwiertniewicz: Od przyszłego sezonu będzie Pan występował w barwach Aluronu Virtu CMC Zawiercie. Dlaczego wybrał Pan akurat ten klub? Jakie były inne oferty? Paweł Halaba: Wybrałem Zawiercie ze względu na trenera i pomysł na drużynę. To klub, który zamierza walczyć o najwyższe cele, jest znakomicie zorganizowany, a także ma fantastycznych kibiców. Miałem możliwość pozostania w Treflu Gdańsk oraz przeniesienia się do Indykpolu AZS Olsztyn, Ślepska Malow Suwałki lub PGE Skry Bełchatów.Z którym klubem, oprócz Aluronu Virtu CMC, prowadził Pan najbardziej zaawansowane rozmowy? Prowadziłem zaawansowane rozmowy z klubem z Olsztyna. Moim marzeniem jest zagrać kiedyś w PGE Skrze, ale uważam że na to przyjdzie jeszcze moment. Obecnie klub ma bardzo mocno obsadzoną pozycję przyjmującego (Taylor sander i Milad Ebadipour - przyp. red.). Cieszę się, że trafiłem do Zawiercia.Z pięknego Gdańska przenosi się Pan do nieco mniej atrakcyjnego miejsca, jeśli chodzi o kwestie pozasportowe. Nie boi się Pan tego przeskoku? Przy wyborze klubu nie kieruję się atrakcyjnością miasta. To świetny dodatek, szczególnie w okresie wakacyjnym, ale to kryterium jest u mnie na szarym końcu. Byłem zawodnikiem Gdańska, ale praktycznie nie skorzystałem z tego miasta. Dwa treningi dziennie zabierają tyle czasu, że nie miałem zbyt wielu okazji, by zwiedzać miasto. Nie obawiam się tej zmiany, bo jadę do Zawiercia w jednym celu. Chcę osiągnąć super wynik drużynowy i podwyższać swoje umiejętności. Jakie emocje towarzyszą Panu przy rozstaniu w Treflem? Będzie Pan miło wspominał czas spędzony w tym klubie? Będzie Pan chciał do niego wrócić? Będę wspominał bardzo miło ten czas. To był świetny sezon w naszym wykonaniu. Myślę, że każdy z zawodników może powiedzieć, że zagrał znakomite rozgrywki. Stworzyliśmy super team i wynik. Mam nadzieję, ze kiedyś tu wrócę, bo klub i ludzie, którzy w nim pracują, są genialni.Wiem, że Mariusz Wlazły jest dla Pana autorytetem. Nie jest Panu żal, że opuszcza Pan klub właśnie w momencie, kiedy ten siatkarz do niego dołącza?Dowiedziałem się o transferze Mariusza już po podpisaniu kontraktu z Zawierciem. Raczej nie wpłynęłoby to na moją decyzję, bo ona zapadła dużo wcześniej. Jest mi trochę żal, bo mieć w drużynie dwóch gigantów, dwie legendy, czyli Mariusza i Michała Winiarskiego, to coś wielkiego. Trochę zazdroszczę Bartkowi Lipińskiemu, że zmieni mnie akurat w tym momencie, ale życzę jemu i całemu Treflowi jak najlepiej.  
Ma Pan możliwość przebywać nieco z Mariuszem Wlazłym na treningach. Jest takim zawodnikiem, jak sobie Pan wyobrażał? Prezentuje pełen profesjonalizm? Obserwując jego pracę, coś Pana zaskoczyło?  Spotkaliśmy się dwa razy na siłowni. Nic mnie nie zaskoczyło, bo wiedziałem, że jest profesjonalistą. Wykonuje swoją robotę i bardzo się do tego przykłada.  Często wspominał Pan, że ceni sobie współpracę z trenerem Michałem Winiarskim. Czy jej zakończenie było dla Pana jednym z elementów, którego było najbardziej szkoda przy rozstaniu z Gdańskiem?  Na pewno było mi smutno z tego powodu. Trener Winiarski jako pierwszy dał mi szansę odbudowy po dwóch latach za granicą. Dostać taką szansę od takiej osoby, to wielkie wyróżnienie. Mam do tego duży sentyment i szkoda mi, że zmieniam trenera, ale do Zawiercia przychodzi Igor Kolaković. To genialny szkoleniowiec z wielkim doświadczeniem, więc mam nadzieję, że od niego też dużo się nauczę.  Miał Pan już przyjemność zapoznać się z trenerem Kolakovicem? Jeśli tak, to jakie wrażenie na Panu zrobił?  Niewielu moich znajomych współpracowało z tym szkoleniowcem, więc ciężko było kogokolwiek o niego dopytać. Ja miałem jedną rozmowę z trenerem Kolakovicem. Zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, bo chciał wiedzieć o mnie wszystko. Zadawał bardzo dużo pytań. Dostaliśmy nawet do wypełnienia ankietę, która składała się z 40 punktów. Znalazły się w niej zarówno najprostsze (wzrost, waga), jak i bardzo zaawansowane pytania. Chciał wiedzieć m.in. czego oczekujemy od niego, a czego od samych siebie, nad jakimi elementami potrzebujemy najwięcej pracować itp.. Podczas koronawirusa trener chciał wykorzystać czas, by lepiej nas poznać. Wysłał ten formularz do wszystkich zawodników.  Spotkał się Pan kiedyś z takim sposobem na poznanie zespołu?  Nie, nigdy wcześniej nie otrzymałem tak szczegółowej ankiety, jak od trenera Kolakovica. Najczęściej zapoznanie polegało na rozmowach o tym, jak trener widzi zespół, gdzie widzi w nim konkretnego zawodnika, czy przewiduje jego grę w wyjściowej szóstce, a może rywalizację o miejsce w niej.  Czy w ankiecie były pytania, które totalnie Pana zaskoczyły?  Było kilka pytań, które mnie zaskoczyły. Zastanawiałem się, po co trenerowi takie informacje. To np. pytanie o... problemy rodzinne.  
Przejdźmy do tematu Zawiercia. Skład zespołu na nadchodzący sezon jest imponujący. Na przyjęciu prawdopodobnie zagra Pan z Garrettem Muagututią, za rozegranie będzie odpowiadać Maximiliano Cavanna, na ataku wystąpią Mateusz Malinowski oraz Grzegorz Bociek, a środek bloku obstawią Flavio i Patryk Niemiec. Na pozycji libero ma zaś zagrać Michał Żurek. Czy klub poinformował Was już o celach? Nie wydaje mi się, by z tak skompletowaną drużyną był to środek tabeli.  Nie było jeszcze mowy o celach. Uważam, że mamy fajny zespół, który może walczyć o najwyższe osiągnięcia. Jest jednak dużo niewiadomych, bo obcokrajowcy, którzy nie grali w polskiej lidze, mogą różnie do tego podejść. Mam nadzieję, że trener zna tych zawodników, nie tylko jeśli chodzi o kwestie sportowe, ale także o to, jakimi są ludźmi. Wierzę, że stworzymy równie dobrze dogadujący się zespół, jak w Gdańsku.  Z kim, oprócz Muagututii, będzie Pan rywalizował o miejsce w wyjściowej szóstce?  Będę rywalizował z Piotrem Orczykiem i Dominikiem Depowskim. Wszyscy mamy kontrakty podpisane na dwa lata. Więc będziecie mieli równe szanse.  W naszym zespole fajne jest to, że jest bardzo wyrównany. Wydaje mi się, że poziom treningów będzie bardzo wysoki, a to spowoduje wzrost umiejętności sportowych. Nie mamy żadnych "młodziaków", którzy nie grali jeszcze w lidze. Wszyscy mieli okazję doświadczyć siatkówki na najwyższym poziomie. Na pewno nikt nie odpuści i walka będzie trwała od pierwszego do ostatniego treningu.  Karol Kłos w "Poranku z Polsatem Sport" powiedział, że największym transferem w PlusLidze jest Flavio w Zawierciu. Wiele osób twierdzi, że to jednak przenosiny Mariusza Wlazłego do Gdańska. Który z transferów, Pana zdaniem, jest najbardziej imponujący, a może zaskakujący?  Zdecydowanie transfer Mariusza do Gdańska. Każdy myślał, ze ten zawodnik od początku do końca będzie grał w jednym klubie, a jednak w końcu coś zmienił. Dlaczego nie Flavio? Nie znam tak dobrze tego zawodnika. Mariusz jest legendą, a Flavio jest jeszcze młody. Mam nadzieję, że świetnie się pokaże i będzie najlepszym zagranicznym kontraktem w PlusLidze. Sporo będzie pewnie zależało od porozumienia z rozgrywającym Cavanną. Czego spodziewa się Pan po tym zawodniku? Na pewno miał Pan okazję obserwować jego styl gry. Po otrzymaniu oferty z Zawiercia od razu usłyszałem o Cavannie. Przyszło mi na myśl, żeby zapytać się o niego Pablo Crera (grają razem w reprezentacji Argentyny - przyp. red.). On powiedział mi, żebym szedł do niego w ciemno i o nic się nie martwił. To bardzo doświadczony i dobry zawodnik, który gra bardzo szybko, a ja właśnie taką grę preferuję.   
Eksperci, z Łukaszem Kadziewiczem na czele, twierdzą, że poprzedni sezon diametralnie odmienił Pana oblicze. Z anonimowego zawodnika stał się Pan liderem. Czuje Pan presję utrzymania tego w Zawierciu? Teraz Pana dobre występy nie będą już miłą niespodzianką, ale czymś, czego kibice będą od Pana wymagać. Jak sobie Pan z tym radzi?  Staram się o tym nie myśleć. Ten sezon bardzo dużo mi dał. Jeżeli będę musiał być liderem, to nim będę. Na ten moment czuję się na siłach, by nim być.  Można więc powiedzieć, że poprzedni sezon zbudował Pana pewność siebie?  Najwięcej pewności siebie dały mi występy zagraniczne. Przychodząc do Polski słyszałem bardzo dużo komentarzy w stylu "zobaczymy, co ten Halaba pokaże". W ogóle nie starałem się tego słuchać i od początku sezonu byłem nastawiony na dobrą grę. Moja pewność siebie bardzo wzrosła. Wiedziałem, że zagram dobry sezon. Dla wielu osób była to niewiadoma, ale nie dla mnie.  Rozegrał Pan kilka bardzo trudnych spotkań w poprzednim sezonie. Który z zawodników najbardziej uprzykrzał Panu życie i  budził Pana niepokój po drugiej stronie siatki?  Przyszła gwiazda koreańskiej siatkówki, czyli Michał Filip. To siatkarz, który miał najlepszy blok w PlusLidze. Kiedy wydawało mi się, że nadrobię szybkością, to on już na mnie czekał i pokazywał mi, jak to się robi. Nie żebym się go bał, ale na jego bloku atakowało mi się najtrudniej.  Jak widzi Pan przyszłość Michała Filipa w Korei Południowej?  Uważam, że będzie tam parę lat i zostanie ikoną ligi. Jest stworzony do tamtejszej gry. Jeden zawodnik nie wygra całej ligi, ale myślę że przywiezie medal i będzie najlepszym atakującym tych rozgrywek.  Doradzał mu Pan wyjazd, jako jego kolega?  Radziłem mu, żeby wyjechał i zobaczył coś nowego. To genialna oferta finansowa, więc kibicowałem mu i starałem się pomóc w podjęciu tej decyzji.   
A Pan miał oferty zagraniczne po sezonie w Treflu?  W Polsce karuzela transferowa rusza bardzo wcześnie. Oferty spłynęły bardzo szybko, więc równie szybko podjąłem decyzję. Może coś by się pojawiło, ale ja już byłem dogadany w Zawierciu.  W jakiej lidze najbardziej chciałby Pan spróbować swoich sił w przyszłości?  Zawsze chciałem zagrać w Trentino i nadal chcę. To mój ulubiony włoski klub. Mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane pojechać do pięknego Trydentu.  W Trentino od lat występuje Simone Gianelli. Można powiedzieć, że jest ikoną swojego klubu, jak Mariusz Wlazły w Bełchatowie. Czy zagranie w zespole z tym zawodnikiem byłoby dla Pana przyjemnością? Może ma Pan rozgrywającego, z którym chciałby Pan kiedyś zagrać w jednym klubie?  Nie myślałem o żadnym nazwisku. Zawsze marzyłem o grze z Pawłem Zagumnym i dość szybko mi się to udało. Co do Gianelliego, miałem przyjemność dwukrotnie zagrać przeciwko niemu w europejskich pucharach. Gra bardzo szybko, a to bardzo mi pasuje.  Gdyby miał Pan zestawić drużynę wszech czasów PlusLigi, to kto by się w niej znalazł? Mam na myśli zarówno aktywnych, jak i emerytowanych zawodników. Na pierwszym przyjęciu zagrałby Facundo Conte, a na drugim Michał Winiarski. Na rozegraniu na pewno postawiłbym na Pawła Zagumnego. Grałem z nim dwa lata i była to szkoła życia, która bardzo dużo mi dała. Na ataku nie widzę innej opcji niż Mariusz Wlazły. Najlepsi na środku to Srecko Lisinac i Karol Kłos, a na libero Paweł Zatorski. W składzie rezerwowym znaleźliby się Damian Wojtaszek, Piotr Nowakowski, Robert Szczerbaniuk, Benjamin Toniutti, Geogr Grozer, Bartosz Kurek (jako przyjmujący) i Felipe Fonteles. Do którego z pary Conte - Winiarski jest Panu bliżej, jeśli chodzi o charakterystykę gry?  Wydaje mi się, że do Conte. Od zawsze podoba mi się jego styl, bo jest bardzo dynamiczny, a to mi imponuje. Winiarski był lepszym zawodnikiem, bo był kompletny. W każdym elemencie był na światowym poziomie, ale Argentyńczyk jest bardziej widowiskowy. Bardzo chciałbym połączyć kiedyś te dwie postacie w sobie.   
Jakie są Pana klubowe marzenia na ten sezon? Zadowoli Pana medal, czy celuje Pan tylko w złoto?  Jeżeli wejdziemy do TOP 5, to będzie to olbrzymi sukces, bo mimo tego, że mamy super zespół, to na papierze pierwsza piątka jest mocniejsza. Moim marzeniem jest kolejny awans do turnieju finałowego Pucharu Polski. Mam nadzieję, że tym razem go rozegram. Który z zespołów PlusLigi ma Pana zdaniem najmocniejszy skład?  Zdecydowanie PGE Skra Bełchatów. Zanim zacznie się PlusLiga, to planowana jest liga letnia. Wiadomo już, czy Zawiercie wystawi skład na te rozgrywki? Nie mam pojęcia. Klub się ze mną nie kontaktował w tej kwestii, nie znam planów na rozgrywki. Znam tylko termin i swoją grupę południową. 5 czerwca dostaliśmy tylko plany treningowe, czyli miesiąc przed startem przygotowań.  Chciałby Pan zagrać w takiej lidze?  Zagrałbym, bo brakuje mi emocji i meczów. Jeżeli dostanę powołanie na tę ligę, to pojadę i ją wygram. Nie wiem, co postanowi trener i jaki ma plan. Wiem, że niektóre zespoły będą tam wysyłały młodych siatkarzy, a niektóre przyjadą najlepszym składem.  Kogo dobrałby Pan do siebie, żeby stworzyć najmocniejszy zespół na plażę? Wziąłbym Maximiliano Cavannę, Garretta Muagututię i Grzegorza Boćka.   
A kto jest najlepszym plażowiczem wśród siatkarzy PlusLigi?  W czołówce znaleźliby się na pewno Aleksander Śliwka, Bartosz Kwolek, Łukasz Kaczmarek i Piotr Łukasik.  Po tak dobrym sezonie narodziła się u Pana nadzieja na powołanie do reprezentacji Polski już w tym roku? Jak widzi Pan siebie w kadrze w przyszłości? Może trener Vital Heynen daje Panu jakieś sygnały, że jest Pan w kręgu zainteresowań?  Pierwszym sygnałem było zeszłoroczne powołanie do szerokiej reprezentacji. Vital zadzwonił do mnie i powiedział, że nie pojadę na Ligę Narodów, ale chce mieć mnie w swoim obwodzie i będzie mnie obserwował. Może to dlatego, że dwa razy ograłem go w lidze niemieckiej (śmiech). Jeśli chodzi o igrzyska olimpijskie, to nie myślałem nawet, że mógłbym tam pojechać. Trener Heynen ma już sprawdzonych przyjmujących, a poza tym po igrzyskach prawdopodobnie odejdzie. Wtedy w reprezentacji będzie czysta karta, otwiera się nowa szansa dla innych zawodników. Ja chcę tylko prezentować najwyższy poziom w lidze. Jeśli kolejny selekcjoner mnie wypatrzy, to będą bardzo szczęśliwy i po cichu na to liczę, chociaż wiem, że rywalizacja jest ogromna.Marta Ćwiertniewicz, Polsat Sport