Australia zadziwia ekonomistów i śrubuje rekordy


Statystyki gospodarcze z Australii zaskoczyły ekonomistów.
Wzrost PKB w drugim kwartale okazał się najwyższy od 6 lat. Dzięki temu kraina
kangurów przedłuża rekord bezrecesyjności. Technicznej recesji w Australii nie widziano bowiem od
blisko 27 lat.




W drugim kwartale 2018 roku australijski PKB wzrósł realnie
o 0,9% względem poprzedniego kwartału oraz okazał się o 3,4% wyższy niż w
analogicznym kwartale roku poprzedniego. W pierwszych trzech miesiącach tego
roku australijski PKB rósł w tempie 1,1% kdk i 3,1% rdr.


Wyniki drugiego kwartału były sporą niespodzianką.
Ekonomiści zakładali spowolnienie tempa wzrostu australijskiej gospodarki do 0,7% kdk i 2,8% rdr. W ten sposób Australia
odnotowała 108. kwartał bez tzw. technicznej recesji
, definiowanej jako dwa
następujące po sobie kwartały spadku PKB. Po raz ostatni tak rozumiana recesja w
Australii zdarzyła się na początku 1991 roku. To najdłuższa bezrecesyjna seria wśród wszystkich krajów
rozwiniętych zrzeszonych w OECD
od zakończenia II wojny światowej. Drugie miejsce w tym zestawieniu zajmuje Polska.


Australii przytrafiały się pojedyncze kwartały spadku PKB. Ale od roku 1991 ani razu nie nastąpiły po sobie dwa kwartały z ujemną dynamiką PKB.

Ekonomiści upatrują sukcesu australijskiej gospodarki w
trzech źródłach. Pierwszym jest najsilniejszy wśród krajów rozwiniętych
przyrost populacji, która rośnie w tempie 1,6% rocznie. W sierpniu Australijskie
Biuro Statystyczne poinformowało, że populacja kraju przekroczyła 25 milionów
.
W zaledwie 14 lat populacja Australii zwiększyła się o ¼, czyli o pięć
milionów. To zasługa przede wszystkim nasilonej imigracji, ostatnio przede
wszystkim z Chin i Indii. Przy czym australijskie władze prowadzą bardzo restrykcyjną
politykę migracyjną – tysiące niewykształconych nielegalnych imigrantów z Azji jest
bezlitośnie odsyłana z powrotem. Za to potrzebni specjaliści są „importowani” w
dużych ilościach.


Drugim motorem napędzającym australijski wzrost gospodarczy
jest sektor surowcowy zaopatrujący nienasycony popyt ze strony szybko
rozwijających się Chin. Chiński boom (a raczej bańka) budowlana przekłada się
na potężne zamówienia na australijską rudę żelaza, miedź czy węgiel. Kraj jest
także znaczącym eksporterem złota i pszenicy.

Trzeci silnik australijskiej gospodarki to rozgrzany do
czerwoności rynek nieruchomości. Według danych „The Economist” w ciągu
minionego ćwierćwiecza tylko Nowa Zelandia odnotowała silniejszy wzrost cen domów. Pod koniec 2016 roku nieruchomości
mieszkaniowe w Australii były przeszło 5-krotnie droższe, niż były w roku
1990. Drugą stroną tego medalu jest potężne zadłużenie Australijczyków, którzy
są winni bankom równowartość przeszło 120% PKB. Mieszkańcy
żadnego innego kraju G20 nie są tak zadłużeni jak oni
.


Nie ma raczej wątpliwości, że australijski boom kredytowy kiedyś
się skończy. I że przy tej skali zadłużenia będzie to raczej bardzo awaryjne
lądowanie. „Historycznie rzec z biorąc, po tym, gdy
gospodarki zwiększały dźwignię finansową, następował kac” – nie ma wątpliwości Daniel
Blake, ekonomista Morgan Stanley cytowany przez agencję Bloomberg. Przed
ryzykiem kryzysu w Australii ostrzegał także bazylejski Bank Rozrachunków Międzynarodowych.



Sytuację na antypodach warto też obserwować z polskiego punktu
widzenia. Polskę i Australię łączy fakt, że oba kraje nie doświadczyły recesji
od ponad 25 lat
. Ponadto zarówno w Narodowym Banku Polskim, jak i w Banku
Rezerw Australii główna stopa procentowa wynosi tyle samo – 1,50%. W obu
przypadkach jest to rekordowo niska wartość utrzymywana bez zmian od 2-3 lat.
Co więcej, zarówno Polska, jak i Australia przed 2014 roku były znane z umiarkowanie
wysokich kosztów kredytu i wyższej niż w większości krajów rozwiniętych
inflacji cenowej.

Krzysztof Kolany

Źródło: