Avengers: Koniec gry - czas w MCU i "błędy" logiczne. Wyjaśniamy


UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!


Nie będę w tym miejscu owijał w bawełnę: gdy pod recenzją filmu Avengers: Koniec gry napotykam na komentarze, których autorzy wszem wobec obwieszczają, że najnowsza odsłona MCU to jedna wielka logiczna "dziura", a produkcja pełna jest fabularnych "głupotek", to zastanawiam się, czy oglądaliśmy w kinie tę samą ekranową historię. Jeszcze gorzej jest tam, gdzie nasi Użytkownicy nie chcą się nawet silić na konkrety - przypinają łatkę, ktoś takową opinię podłapie, przekaz idzie w świat. Moi Drodzy, musimy na ten temat porozmawiać; prawo do własnej oceny to bowiem jedno, natomiast odpowiedzialność za swoje słowa drugie. Składa się bowiem tak, że film braci Russo jest zaskakująco wręcz spójny, a każdy kolejny seans pomaga znacznie lepiej zrozumieć ukazane w nim wydarzenia - ten pierwszy, co tu dużo mówić, potrafi przytłoczyć. Tak, kilka kwestii doprawdy trudno rozstrzygnąć, pozostałe otwierają pole do licznych spekulacji. Dlatego poniższy tekst chciałbym skierować w pierwszej kolejności do tych z Was, którzy chcą faktycznie zrozumieć logikę produkcji, z jej fundamentalnym motywem, podróżami w czasie, na czele.


Na początku zastanówmy się więc nad tym, jak de facto działa przemieszczanie się po kontinuum czasoprzestrzennym w MCU i jakie skutki ono powoduje? Odwołajmy się w tym miejscu do rozmowy Starożytnej i Hulka w trakcie podróży drugiego z nich do momentu bitwy o Nowy Jork:



Starożytna: Jeśli oddam Kamień Czasu, żeby ratować przyszłość, zniszczę teraźniejszość. (...) Kamienie Nieskończoności odpowiadają za to, co wy postrzegacie jako upływ czasu. Usuniesz jeden z nich, a strumień się rozdzieli. Twoja rzeczywistość może na tym zyskać, ale moja, nowa, niekoniecznie. W tym nowym odgałęzieniu pozbawiony głównej broni w walce z siłami ciemności nasz świat czeka klęska. Ucierpią miliony.


Bruce Banner: Ale możemy to wymazać. Jak tylko użyjemy Kamieni możemy je wysłać z powrotem do chwili, z której zostały zabrane. Więc chronologicznie z tej rzeczywistości Kamień nie zniknie.



A także do wytłumaczenia działania podróży po kontinuum przez Zielonego Goliata, tuż przed pierwszym skokiem Hawkeye'a:



James Rhodes: Skoro tak się da, te podróże w czasie... To nie możemy znaleźć małego Thanosa i go... (Rhodey pokazuje zawiązywanie pętli na szyi - przyp. aut.)?


Hulk: Po pierwsze, to nieludzkie. Po drugie, czas nie działa w ten sposób. Zmiany w przeszłości nie wpływają na przyszłość. (...) Jeśli przeniesiesz się w przeszłość, nasza przeszłość staje się twoją przyszłością, a dawna teraźniejszość staje się przeszłością, której nie może zmienić żadna twoja nowa przyszłość.



Jak rozumieć powyższe słowa? Część z Was, postrzegając kontinuum czasoprzestrzenne w MCU, popełnia podstawowy błąd i traktuje czas w uniwersum jako rzekę, w której zmiany w przeszłości mają wpływ na przyszłość. To stąd rodzą się takie pytania, jak to, czy wymazanie Thanosa automatycznie pozbawiło racji bytu jego kampanię z filmu Avengers: Wojna bez granic? Te głosy świadczą jednak o niezrozumieniu słów Starożytnej i Hulka, rozwiniętych jeszcze przez dobitne wskazanie na to, że linie czasowe w produkcji o Mścicielach nie działają jak te z obrazu Powrót do przyszłości. Ujmując to inaczej: czas w MCU to bardziej kłącze czy drzewo, a każdy skok doprowadza do powstania jego nowej odnogi czy gałęzi. I tak na ekranie pojawiają się więc:


  • zasadnicza linia czasowa, w której obserwujemy główne wydarzenia - rok 2023;

  • linia z okresu bitwy o Nowy Jork;

  • linia, w której Thor i Rocket przenoszą się do Asgardu;

  • linia, w której War Machine i Nebula pojawiają się na planecie Morag, a Czarna Wdowa i Hawkeye na Vormirze;

  • rok 1970 - Cap i Tony trafiają do placówki S.H.I.E.L.D.

  • widoczna w finale filmu linia czasowa, w której Kapitan Ameryka żeni się z Peggy Carter;

Plan Hulka, który powinien zakończyć się zwróceniem Kamieni na pierwotne miejsce, ostatecznie jednak się nie powiódł. Na ekranie widzimy więc tworzenie innych linii czasowych: choćby tej, w której Loki ucieka z Tesseraktem, czy zupełnego przeobrażenia odnogi z roku 2014 - przypomnijmy, że po pstryknięciu Tony'ego znika z niej Thanos, więc sprawy zupełnie wymykają się spod kontroli. Najistotniejsze jest jednak to, że wszystkie z powyższych linii powinniśmy traktować oddzielnie - zmiany w którejkolwiek z nich nie mają przełożenia na najbardziej interesujący nas rok 2023. Wszystko to, co do tej pory w MCU zobaczyliśmy, wydarzyło się więc w zasadniczej osi czasowej. Jeśli to wytłumaczenie dalej budzi Wasze wątpliwości, być może pomocna stanie się ta oto grafika:


Linie czasowe MCUfot. Imgur

Wbrew pozorom takie podejście do kontinuum czasoprzestrzennego w MCU jest nawet bardziej zrozumiałe niż to, w którym przeszłość i przyszłość byłyby ze sobą nierozerwalnie powiązane w ramach ciągu przyczynowo-skutkowego, twórcy unikają w ten sposób choćby tzw. paradoksu dziadka, czyli założenia, że zabicie własnego dziadka w przeszłości spowodowałoby brak naszych narodzin. Koniec końców w filmie pojawia się tylko jeden problem logiczny, który doprawdy trudno wytłumaczyć; proponuję, by zacząć od niego odpowiedzi na nurtujące Was pytania.

W jaki sposób staruszek Steve Rogers w finale filmu pojawił się na ławce, a nie w samej maszynie Hulka?


Taki obrót spraw wydaje się błędem popełnionym przez twórców - podejrzewam, że bracia Russo postawili w tej scenie bardziej na walory artystyczne i ukazanie emocjonalności w podróży Capa, a nie na samą logikę. Hulk zapewnia bowiem, że jego markery wskazują na to, iż Rogers "powinien tutaj być" - widzimy go jednak kilka dobrych metrów dalej, gdy siedząc na ławce patrzy na pobliskie jezioro. Nie możemy wytłumaczyć, w jaki sposób Kapitan Ameryka dotarł akurat tam, najprawdopodobniej obchodząc przejście przez maszynę. Zwróćmy jednak uwagę, że dosłownie chwilę wcześniej Cap zapewnia o swoim powrocie; mówi do Bucky'ego: "Nie rób żadnych głupstw, zanim nie wrócę", a sam Hulk twierdzi, że wędrówka bohatera "będzie trwać tyle, ile będzie trzeba". W tej kwestii mam dwie teorie. Pierwsza wydaje mi się mniej prawdopodobna - Rogers pojawia się kilka metrów dalej, a jego przejście przez otwarty portal było niezauważone dla Hulka, Bucky'ego i Sama. Podobnie jak w przypadku ściągnięcia przez Nebulę statku Thanosa obiekt wychodzący z tunelu czasoprzestrzennego w ułamku sekundy nie tylko się powiększa, ale również błyskawicznie zmienia swoje położenie, niejako korzystając z siły rozpędu. Ta teoria zakładałaby jednak, że staruszek Cap w miniaturowej wersji przemieszcza się dobrych kilka metrów (przy jego rozmiarze ta odległość jest znacznie większa) pomiędzy źdźbłami trawy tylko po to, by usiąść na ławce. Bardziej przekonuje mnie inna teoria - przypuszczenie, że ostatnia podróż Rogersa do teraźniejszości odbyła się nawet nie tyle przy pomocy cząsteczek Pyma, ale w ramach wcześniej dogadanej umowy ze Starożytną, która pomogła mu w przejściu pomiędzy wymiarami już po zwróceniu Kamienia Czasu. Jestem ciekaw Waszych spekulacji na tym polu - dajcie nam o nich znać w komentarzach. Wiemy już także, że w najbliższych dniach do całej sytuacji odniosą się bracia Russo, co zapowiedział właśnie Entertainment Weekly.


Jak powrót Capa wpłynął na Peggy i S.H.I.E.L.D? Jak "drugie" życie bohatera zgadzało się z fabułą i jego charakterem?


Zacznijmy od tego, że mamy tu do czynienia z osobną linią czasową, w której Steve i Peggy mogli zrobić absolutnie wszystko. Ich historia nie musiała być więc w żaden sposób powiązana z S.H.I.E.L.D. - nie możemy przecież wykluczyć, że po zawarciu małżeństwa para postanowiła choćby hodować owce w oddaleniu od cywilizacji. Taki obrót spraw wydaje się tym bardziej prawdopodobny, że Rogers chciał po prostu poznać inne życie, to, o którym mówił mu Tony. Pozbawione heroicznych czynów, przepełnione miłością i ciepłem domowego ogniska. Akurat takie podejście wydaje mi się zupełnie zbieżne z tym, jaką osobą Cap de facto jest lub był, zanim zaaplikowano mu serum superżołnierza. Heros spełnił się przecież wcześniej na polu walki ze złem, więc nie musiał już niczego udowadniać czy walczyć z dawnymi kompleksami. Istotne jest zaś to, że w tej linii czasowej pod lodową pokrywą żyje także drugi Kapitan, a doskonale znany nam Steve i tak zmienił obecne w tej odnodze wydarzenia - Peggy wyszła przecież za mąż za niego, a nie jednego z żołnierzy. To rodzi pytanie o to, czy S.H.I.E.L.D. w tej linii ostatecznie powstaje, a także jak wygląda tu życie Bucky'ego i rodziny Starków? Wkraczamy jednak w sferę domysłów, które nie mają przełożenia na zasadniczą oś czasową MCU.


Loki kradnie Tesserakt i gdzieś ucieka - czy linia czasowa Starożytnej została naruszona?


Nic z tych rzeczy. Loki, kradnąc Tesserakt tuż po bitwie o Nowy Jork, przechodzi przez portal i tworzy tym samym jeszcze jedną linię czasową, o której w chwili obecnej nie wiemy zupełnie nic. W tej scenie widzimy jednak doskonale, jaką pomysłowością wykazali się odpowiedzialni za MCU - podróż złoczyńcy to przecież doskonałe pole do popisu w obliczu nadchodzącego serialu. Dodajmy jeszcze, że Cap w swojej ostatniej wędrówce mógł po prostu zwrócić Tesserakt na swoje miejsce, zanim Loki w ogóle będzie miał szansę go przejąć. Linia czasowa nie została więc naruszona.