Binienda wciąż doradza marszałkowi Senatu. Choć zawieszono ją za skandaliczne przeróbki zdjęć z Tuskiem


Binienda wciąż doradza marszałkowi Senatu. Choć zawieszono ją za skandaliczne przeróbki zdjęć z Tuskiem

Już rok temu Ministerstwo Spraw Zagranicznych postanowiło odsunąć Szonert-Biniendę od pełnieniu obowiązków konsularnych. Na stronie polskiej ambasady w USA wciąż znajduje się informacja o prowizorce: "Konsulat Honorowy w Akron, Ohio - Konsul Honorowa Maria Szonert-Binienda (zawieszona przez MSZ w pełnieniu obowiązków)".

Jednak już marszałek Senatu Stanisław Karczewski (PiS) korzysta z usług Marii Szonert-Biniendy w Polonijnej Radzie Konsultacyjnej. Prawniczka z USA prywatnie jest żoną prof. Wiesława Biniendy - drugiego zastępcy Antoniego Macierewicza w Podkomisji Smoleńskiej. Z tego powodu ekipa PiS stara się z nią obchodzić delikatnie. Ma też obrońców w Klubach "Gazety Polskiej" zza Oceanu.

Ukryta opcja

Na zaproszenie marszałka Senatu kilka dni temu Szonert-Binienda przyleciała do Polski i uczestniczyła w Radzie. Potem podpisała się pod stanowiskiem przeciwko planom przeniesienia Pomnika Katyńskiego w New Jersey. Monument ten przedstawia polskiego żołnierza z rękami z tyłu i wbitym w plecy bagnetem.

"Członkowie Polonijnej Rady Konsultacyjnej przy Marszałku Senatu IX Kadencji wyrażają zdecydowany protest przeciw planom władz miasta Jersey City przeniesienia Pomnika Ofiar Katyńskich. Pomnik został wzniesiony dla uczczenia 22 tysięcy oficerów polskiej armii, policji i straży granicznej, pomordowanych w czasie II Wojny Światowej na rozkaz Stalina przez sowieckie NKWD. Pomnik ten, podobnie jak wszystkie inne pomniki, będący artystycznym wyrazem idei i uczuć, został usytuowany w tym ważnym miejscu, gdzie spełnia swą społeczną rolę w określonym środowisku. Przeniesienie pomnika w inne miejsce, wbrew woli fundatorów, niweczy możliwość spełniania tej roli" - czytamy w oświadczeniu.

Sam tekst jest napisany wyważenie, bo sprawa jest drażliwa. Ostatni podpis - właśnie Szonert-Biniendy - jest jednak problematyczny. Opisano ją tak: "Maria Szonert-Binienda, USA". Wszyscy inni członkowie mają tytuły do zasiadania w Radzie - na przykład jako rektor, prezes czy też rzecznik jakiejś organizacji działającej na rzecz Polonii. Szonert-Binienda zasiada w niej - na to wskazuje komunikat kancelarii Senatu - z racji zamieszkiwania w USA. Nie wskazano na formalne zajmowanie przez nią stanowiska konsul honorowej w Akron.

Skandaliczne przeróbki zdjęć

Czego dotyczył skandal z Szonert-Biniendą? Przed rokiem na jej profilu na Facebooku znalazły się grafiki przedstawiające szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska w hitlerowskim mundurze SS, a także fotomontaż z twarzą Radosława Sikorskiego i szubienicą wraz z napisem "wieszanie zdrajców". Po wybuchu skandalu początkowo zadeklarowała, że całkowicie zawiesza swoją dotychczasową działalność polityczną i publicystyczną w mediach społecznościowych. Potem uznała, że padła ofiarą ataku hakerów i doniosła do amerykańskiej FBI. Twierdziła, że padła celem "wyrafinowanych działań operacyjnych", które miały ją zdyskredytować. Ówczesny wiceszef MSZ Jan Dziedziczak (PiS) podkreślał, że "oczywiście tej sprawy nie bagatelizujemy, wyjaśniamy tę sprawę", a do tego czasu jest ona nieformalnie zawieszona. Marszałkowi Senatu doradza jednak bez przeszkód.

Senat nie wypłaca wynagrodzeń za zasiadanie w Radzie, ale zwraca koszty związane z uczestnictwem w jej posiedzeniach. Przy okazji pierwszego posiedzenia, w którym Szonert-Binienda uczestniczyła, Senat wydał na jej podróż 5,6 tys. zł.

Gazeta.pl w ostatnich miesiącach chciała się skontaktować z Szonert-Biniendą, ale nie odpowiadała na wiadomości.


Wcześniej żona prof. Wiesława Biniendy zasłynęła wypowiedziami o katastrofie smoleńskiej. W jednym z wywiadów (dla RMF FM) stwierdziła, że wszystkie katastrofy lotnicze, w których ginęły głowy państwa "okazały się aktami sabotażu i politycznym morderstwem". Jej zdaniem "zamach w Smoleńsku przygotowały polskie i rosyjskie służby specjalne" (tak mówiła z kolei dla tygodnika "wSieci").

- Historia uczy, że póki mordercy są przy władzy, póty niewiele można zrobić. Tak więc należy liczyć na to, że potrzebny jest okres od dziesięciu do dwudziestu lat, żeby ekipa zaangażowana w takie morderstwo odeszła od władzy, żeby można było w miarę obiektywnie wrócić do ustalenia przyczyn takich właśnie akcji, politycznych morderstw - dodawała. A jej mąż prof. Binienda podkreślał, że "z naszych źródeł tutaj w Stanach Zjednoczonych już stosunkowo dawno mieliśmy informację, że jednak są wskazania na wybuch, są wskazania na zamach wśród dobrze poinformowanych źródeł amerykańskich".