Boniek: Niska wartość Polaków? To wina naszej ligi


Boniek: Niska wartość Polaków? To wina naszej ligi
Zbigniew Boniek w wywiadzie z Marcinem Feddkiem przeanalizował aktualną sytuację polskiej reprezentacji, ale odniósł się także do sprawy polskiej piłki klubowej i wartości naszych zawodników poza granicami kraju. - Moda na Polaków cieszy, ale też martwi. Mamy coraz większą grupę fajnych piłkarzy młodego pokolenia, ale będą sprzedawani za granicę za bezcen. Nasze zespoły po prostu nic nie znaczą w Europie - mówi Zbigniew Boniek. Marcin Feddek: Już niedługo gramy z Włochami. Jaki to będzie mecz dla Pana?Zbigniew Boniek: Na pewno nie sentymentalny. Mam sentyment do Włoch, ale nie do ich reprezentacji. To dla nas jedno z sześciu spotkań, które musimy wygrać. Mecz bardzo niebezpieczny, bo Włosi to zraniona drużyna z ogromnym potencjałem. Będą chcieli udowodnić, że wracają na odpowiednie tory, a przecież my też musimy się odbudować. My lubimy w naszym kraju śledzić sukces i na ten sukces wszyscy kibice czekają. Musimy odzyskać zaufanie społeczne. Mamy nowego trenera, nowe nadzieje, nowe emocje. Jestem przekonany, że będziemy gotowi, aby wypaść jak najlepiej już podczas tego spotkania. Naszym priorytetem jednak pozostają eliminacje Misrzostw Europy 2020.Czy można powiedzieć, że Włochy są dla Pana drugą ojczyzną?Nie, moją ojczyzną jest Polska. We Włoszech mieszkam, czuję się znakomicie, mam wielu znajomych, Włosi mi dobrze życzą, ale jestem Polakiem.Kiedyś był Pan polskim rodzynkiem we włoskiej lidze. Teraz naszych reprezentantów w Serie A mamy znacznie więcej. Moda na Polaków cieszy?Pewnie, że cieszy, ale również trochę martwi. Jest moda na Polaków, ale na ich status nie pracują niestety nasze kluby. Nie gramy w europejskich pucharach i brakuje punktu odniesienia. Mamy coraz większą grupę fajnych piłkarzy młodego pokolenia, ale będą sprzedawani za granicę za bezcen. Dzisiaj sprzedajemy piłkarzy za 3-4 miliony, a piłkarze z Chorwacji czy Czech odchodzą za 10-12 milinów. Są po prostu z lepszych lig. Musimy jak najszybciej odbudować nasze kluby, żeby zaczęły coś znaczyć w Europie. Dystans z roku na rok do czołówki będzie coraz większy, jeśli nie wyciągniemy odpowiednich wniosków.Zawsze Pan podkreślał, że Włochy są uniwersytetem taktycznym. Czy coś się w tej kwestii zmieniło? Czy uważa Pan, że nasi młodzi piłkarze w Serie A mogą być jeszcze lepsi?Oczywiście, już się rozwinęli. Najlepszym przykładem są przecież Bartosz Bereszyński, Dawid Kownacki, Piotr Zieliński czy nawet Karol Linetty. Jak oni grali wcześniej, a jak wyglądają teraz? We Włoszech gra się najtrudniej, jest sporo taktyki i destrukcji. Jeśli ktoś potrafi strzelić w Serie A 20 goli, to jestem zdania, że w innych ligach zdobędzie ich 40. We Włoszech moim zdaniem jest najcięższe granie...Jak Pana zdaniem ten mecz z Włochami Pana może wyglądać? Zobaczymy coś nowego?Ciężko oceniać atmosferę po pierwszych treningach. Mówmy o tym za kilka miesięcy. Podczas mundialu wpadliśmy w pewien kryzys, a teraz przyszedł czas zmian. Z choroby nie wychodzi się od razu w pełnym zdrowiu. Musimy po mału próbować się odbudować, ale wszystko krok po kroku.Czy to dobrze, że od razu gramy z tak mocnym rywalem? Nie mamy spotkań na przetarcie.Czy ja wiem? Rywal bardzo trudny, poprzeczka zawieszona bardzo wysoko. Liga Narodów to naprawdę fajny twór, który nie powoduje wielkich strat przy ewentualnych porażkach. Będą spadki, będą awanse i zainteresowanie piłką może być jeszcze większe. Mecz będzie na pewno bardzo ciężki. Nie pękamy jednak przed spotkaniem. W sporcie przychodzi czas na zwycięstwa, ale też trzeba być gotowym na porażki.W załączonym materiale wideo rozmowa Marcina Feddka ze Zbigniewem Bońkiem.