Była dziennikarka TVP1 twierdzi, że była molestowana przez księdza. Jest odpowiedź jezuitów


Była dziennikarka TVP1 twierdzi, że była molestowana przez księdza. Jest odpowiedź jezuitów


Magda Gacyk pochodzi z Gdańska. W przeszłości prowadziła m.in. program „Kawa czy herbata” w TVP1. Była także związana z Radiem Kolor, Radiem WAWA oraz Radiem Gdańsk. Na swoim profilu na Facebooku zamieściła wpis zatytułowany „Moja najtrudniejsza litania”, w którym wyznała, że była molestowana przez księdza: charyzmatycznego, ambitnego jezuitę, zesłanego przez swoich zwierzchników za pedofilię na prowincję.



Oświadczenie w sprawie duchownego w sobotę 18 maja opublikowali jezuici na swojej stronie internetowej. W komunikacie czytamy, że historia dotycząca nieżyjącego już księża „jest dla ojca Prowincjała i dla nich wszystkich wstrząsem”. Jeśli sprawcą był jezuita, to ze wstydem i żalem przepraszamy za wyrządzoną krzywdę. Niestety podane przez panią Magdę Gacyk elementy informacji nie pozwalają odpowiedzialnie zidentyfikować sprawcę. Dlatego też, jeśli ktoś ma wiedzę, która pomogłaby dojść do prawdy i ustalić jednoznacznie jego tożsamość, prosimy o kontakt pod adresem: [email protected]" – czytamy w oświadczeniu. Jezuici proszą także o zgłaszanie innych przypadków nadużyć ze strony przedstawicieli zakonu.

Co napisała Gacyk?



„Wcześniej długo »sposobił mnie sobie«. Miałam 8 lat, gdy zaczął mnie wyróżniać. Zabierał z grupą studencką na wycieczki górskie. Pierwsza wspinaczka linowa! Miałam 9 lat. Czułam się wyjątkowa. Kiedy miałam 10 lat zaprosił mnie do swojego pokoju na oglądanie »dobranocki«. Drzwi zamknął na klucz. – Mam lepszy odbiornik niż w świetlicy, ale tylko jeden fotel. Musisz usiąść mi na kolanach – mówił, obmacując mnie i całując. Nie wszystko pamiętam, ale pamiętam dokładnie, jakie miałam wtedy majtki, w które wsadzał mi rękę. Były białe w różowe kwiatki, z delikatną lamówką. I pamiętam, że kiedy wyrwałam się i biegłam do drzwi, bałam się, że klucz w zamku się zatnie i nie ucieknę” – opowiada dziennikarka.



Magda Gacyk podkreśliła, że „nie czuje się ofiarą i nie chce mieć etykietki ofiary, ponieważ to oznaczałoby zwycięstwo księdza”. „Żałuję tylko, że umarł (szybko, bezboleśnie, na serce), zanim byłam gotowa do konfrontacji. A od lat wiem, jak wtedy bym się zachowała. Plunęłabym mu w twarz. Bez słowa. To było najtrudniejsze zdanie, jakie kiedykolwiek napisałam. Napisałam je, bo mój dawny kolega radiowy Tomasz Sekielski zrobił ważny film i wiem, że choć moja historia nie jest ważna, bo jest wiele ważniejszych i trudniejszych, to nie mogę już milczeć. Bo nie mam sobie co wybaczyć. Ani ja ani inne ofiary” – podsumowała.