Castle Rock: sezon 1, odcinek 7 i 8 - recenzja


Tym razem twórcy Castle Rock skupiają się na postaci Ruth Deaver i w retrospekcjach ukazują nam przebieg wydarzeń, które doprowadziły do cliffhangera z 6. odcinka. Przy okazji możemy ujrzeć jak przebiegały pewne momenty z życia kobiety i przedziwny związek z jej mężem, pastorem, który czasami reprezentował maniakalne zachowania. Nieoczekiwanie tajemniczy nieznajomy okazuje się mieć wiele wspólnego z życiem Ruth i wielu innych mieszkańców miasteczka. To wkrótce doprowadza do tragedii. Henry postanawia w obliczu narastającego zła w mieście poszukać pewnych wskazówek dotyczących tajemniczego klienta.


Bardzo dobrze wypadł w najnowszych odcinkach wątek, który dotyczył postaci Ruth Deaver. Do tej pory dostawaliśmy tylko i wyłącznie pewne przesłanki dotyczące jej psychologii, natomiast tutaj widzimy ją w pełnej krasie. Postać ta w wykonaniu Sissy Spacek jest interesującym przykładem tego jak zmienia się perspektywa spojrzenia przez lata obcowania z danym problemem. Twórcy dokonują bardzo dobrej wiwisekcji stanu psychicznego tej bohaterki, dzięki czemu jej rozterki i ból związany z własnymi doświadczeniami stają się wręcz namacalne dla nas. To sprawia, że bardzo dobrze ogląda się ten wątek i można poczuć emocje targające Ruth. Bardzo na ten element fabuły rezonuje dobrze rozpisana i zagrana, tajemnicza relacja pomiędzy Deaver a byłym więźniem. Przedziwna więź staje się w pewnym momencie fragmentem spajającym inne kwestie, które możemy zobaczyć w prezentowanej na ekranie historii. Tak naprawdę cały czas możemy się domyślać prawdziwej tożsamości mężczyzny, jednak scenarzyści zmyślnie dozują nam tę aurę tajemnicy i mroku wokół postaci odkrywając coraz większe fragmenty jego opowieści. Tym razem Bill Skarsgard świetnie sprawdził się na ekranie jako swoisty wyrzut sumienia, demon trapiący Ruth. Bardzo dobrze napisany wątek.

Jak wiemy postać Skarsgarda bardzo mocno oddziałuje na wątki innych postaci, co doskonale widać w elemencie fabuły dotyczącym małżeństwa Lillith i Gordona, na których mocno wpływa świeżo zakupiony przez nich dom. To również doskonale pokazuje jak twórcy potrafią zmyślnie obchodzić się z wszelkiego rodzaju makabrą. Nie dają nam jej na tacy dojmującą dosłownością, ale podają nam ją wręcz subtelnie. Wystarczy kilka dźwięków, krwawych plam i wiemy, że mamy do czynienia z czymś pełnym najczystszego mroku. Wielu twórców horroru mogłoby się od nich uczyć. Wątek wielbiciela historii kryminalnych Gordona i jego żony to świetny element poboczny, który przy okazji doskonale komponuje się z główną linią opowieści. Mamy tutaj wiele rzeczy charakterystycznych dla twórczości literackiej Kinga – tajemnicę, wiwisekcję ludzkiej, mrocznej natury czy wewnętrzną walkę ze złem, które objawia się w najmniej spodziewanym momencie. Wątek ten jest wyjątkowy i bardzo wciągający w swojej dziwności i grotesce. Dodatkowo fantastycznie twórcy nawiązali do jednego z najbardziej znanych dzieł mistrza grozy, czyli Lśnienia. Objawia się to w scenie, w której Jackie Torrance wbija siekierę w głowę Gordona. Tym samym dołączyła do mrocznej tradycji kryjącej się w jej rodzinie, którą zapoczątkował wujek Jack.


Silnym aspektem odcinków była kwestia boskiej schizmy, którą słyszą niektórzy z bohaterów. Dostajemy bardzo ciekawą przesłankę od twórców dotyczącą poziomu mocy syna Henry’ego, Wendella. Zauważmy, że on znacznie bardziej odczuwa tajemnicze dźwięki, przez co możemy się domyślać, że jego umiejętności mogą być znacznie silniejsze od innych postaci. Zarysowuje się tutaj bardzo ciekawy aspekt fabularny dotyczący tego młodego bohatera i zapewne zostanie on rozwinięty w kolejnym odcinku. Zresztą sporo czasu w obydwu odcinkach poświęcono na rozwinięcie wątku rodziny Deaverów z poszczególnymi traumami i elementami zwrotnymi w życiu jej członków. Przedstawia to przerażający, ale też bardzo wciągający obraz familii, pełnej paradoksów, w której groza i makabra miesza się z wzajemną miłością i zaufaniem. Wystarczy przytoczyć dwie znamienne, bardzo dobre sceny, które dokładnie to dokumentują. Pierwsza to obraz wyparcia Ruth po przypadkowej śmierci Alana z jej ręki. Druga to sekwencja, w której matka Henry’ego odkrywa mroczne oblicze swojego męża. Dwie mocne, ale i ujmujące swoim smutkiem sceny.


Nowe odcinki Castle Rock utrzymują świetny poziom poprzedników, wprowadzając kolejne ciekawe wątki oraz dbając o rozwój psychologicznego aspektu poszczególnych postaci. Oby tak dalej.


Źródło: zdjęcie główne: Dana Starbard/Hulu