Debata PAP Biznes: Rynki dyktują bankom centralnym politykę, RPP w dłuższym terminie może ciąć stopy


Debata PAP Biznes: Rynki dyktują bankom centralnym politykę, RPP w dłuższym terminie może ciąć stopy

To dwudziesta druga debata z cyklu "Strategie rynkowe TFI - perspektywy, wyzwania, zagrożenia". Wzięli w niej udział przedstawiciele: TFI PZU, Skarbiec TFI, Pekao TFI, Eques Investment TFI oraz PKO TFI.

Partnerem merytorycznym cyklu są Analizy Online.

„Bardzo zmieniła się rynkowa percepcja konsekwencji wojen handlowych. Jeszcze rok temu w tym kontekście nie mówiono o obniżkach stóp procentowych. Dominowało raczej przekonanie, że celem wojen handlowych jest stymulacja wzrostu w amerykańskiej gospodarce, a samo wprowadzenie ceł będzie powodować inflację, którą Fed będzie musiał zwalczać w warunkach rozgrzanej gospodarki, podnosząc stopy” – powiedział Radosław Cholewiński, zastępca dyrektora zespołu zarządzania instrumentami dłużnymi, zarządzający portfelem Pekao TFI.

„W międzyczasie Fed wykonał woltę, radykalnie zmienił komunikację na temat przyszłych ruchów. Dziś konsekwencją wojen handlowych jest wsparcie wzrostu gospodarczego w USA. Natomiast jeżeli inflacja miałaby się pojawić, to prawdopodobnie będzie miała charakter techniczny i w następstwie załamania światowej koniunktury ten problem sam się rozwiąże, więc nie powinna być adresowana przy pomocy narzędzi monetarnych” – dodał.

Zdaniem Sławomira Sklindy, zastępcy dyrektora departamentu zarządzania aktywami PKO TFI, zaskakujące jest, że rynki podyktowały bankom centralnym jak powinny zareagować na otoczenie słabnącego wzrostu i wojny handlowej.

„To dość kuriozalne, że Fed podniósł oczekiwania wzrostu gospodarczego na ten rok, jednocześnie utwierdzając rynek w przekonaniu, że przynajmniej 3 obniżki stóp proc. w tym roku są poprawnie wliczane w ceny. Takie sytuacje rzadko spotykamy. Ciekawe dla mnie jest to, że sam Fed nie spodziewał się swojego zachowania. Ewidentnie rynek ściągnął Fed w pewne miejsce i retorykę” – powiedział.

W ocenie Sławomira Kościaka, zarządzającego funduszem TFI PZU, jednym z głównych powodów zmiany nastawienia banków centralnych na gołębie było pojawienie się szeregu ryzyk, w tym dla wzrostu gospodarczego na świecie.

„Powell powiedział ostatnio, że gospodarka USA w ocenie Fed jest ok., ale pojawiają się niebezpieczeństwa poza Stanami. Głównym ryzykiem jest walka o prymat na świecie, czyli wojna handlowa między USA i Chinami. W krótkim terminie ciężko się kłócić i grać w sprzeczności, do tego co robią największe banki centralne. W średnim terminie, do końca roku, trzeba bacznie przyglądać się jakie dane makro będą napływać z największych gospodarek, bo ostatnie odczyty są niepokojące” – dodał.

Kościak zauważył, że w ujęciu historycznym, po pierwszej obniżce stóp proc. w cyklu przez Fed, zazwyczaj w przeciągu 6 miesięcy gospodarka USA wchodziła w recesję, co tym razem może się nie powtórzyć.

„Obniżka stóp proc. nie tyle implikowała, co zwiastowała, że gospodarka wpadała w recesje. Tym razem wydaje się, że rynki czytają zapowiadane obniżki przez Fed inaczej. Rynki raczej oczekują, że będzie to +insurance cut+, zapewnienie, że interweniujemy i do faktycznej recesji nie dojdzie” – powiedział.

Grzegorz Zatryb, dyrektor inwestycyjny Skarbiec TFI, uważa, że otwartym pozostaje pytanie jaką skalę musi mieć luzowanie i pogorszenie sytuacji gospodarczej, by pesymistyczne spojrzenie na rynku wzięło górę.

„W przypadku rynku akcji jest jeszcze spora przestrzeń, by one drożały. W przypadku obligacji, wygląda na to, że wobec inflacji, która straciła impet i determinacji banków centralnych, by obniżać stopy (…) pieniądze szukające rentowności popłyną na rynek kredytu firm czy obligacji rządowych, na przykład Polski. Dopóki rynki nie będą się bardziej obawiać skutków wojny handlowej, niż cieszyć z luzowania i dopóki Amerykanie będą szybciej luzować, co podkopałoby pozycję dolara i dało przestrzeń dla walut EM, to będziemy mieć do czynienia z powtórką z 2017 r. Oczywiście w pewnym momencie to się skończy, ale wydaje mi się, że nie w tym roku” – powiedział.

Zdaniem Cholewińskiego, inwestorzy nie wyceniają obniżki o 50 pb. przez Fed w lipcu, choć rynek obligacji dyskontował scenariusz luzowania przez całe ostatnie półrocze.

„Jeżeli do tego dojdzie, i takiej decyzji towarzyszyć będzie agresywna komunikacja, że idziemy ze stopami na zero, to będzie kolejny +trigger+ dla zachowania obligacji” – powiedział.

Andrzej Domański, członek zarządu i zarządzający funduszami Eques Investment TFI ocenił, że ewentualna obniżka stóp proc. o 50 pb. przez Fed w lipcu oznaczałaby, że bank „spanikował”.

„W strefie euro idziemy śladem Japonii. Coraz większa część długów strefy euro ma rentowność poniżej zera. W długim horyzoncie to zjawisko głęboko niepokojące. Draghiegmu nie udało się znormalizować stóp procentowych, na co rynki liczyły. Inflacja, ale przede wszystkim wzrost PKB był w ostatnim czasie poniżej oczekiwań. Gdyby Fed zdecydował się na cięcie o 50 pb w lipcu, to oznaczałoby, że są w +panic mode+ i widzą coś, czego my nie dostrzegamy i recesja może rzeczywiście się pojawić” – powiedział.

„Zastanawiam się natomiast, co jeżeli nie mamy racji odnośnie porozumienia handlowego USA-Chiny. Jeżeli na najbliższym szczycie G-20 zobaczymy realne czyny i +deal+ zostanie w jakiejś formie osiągnięty, to czy Fed zrobi kolejną wolę? W jakim świetle postawi to jego wiarygodność” – dodał.

Sklinda ocenił z kolei, że sama zapowiedź luzowania przez Fed oznacza panikę w szeregach banku.

„Myślę, że Fed spanikował. (…) Z kolei w kuluarach na rynku finansowym w Londynie mówi się, że EBC jest de facto funduszem stabilizacyjnym Włoch. Ostatnie decyzje i wypowiedzi przedstawicieli EBC dokładnie tak są kuluarowo interpretowane, a nie jako próba stymulowania gospodarki” – powiedział.

W kontekście zapowiedzi obniżek stóp proc. Cholewiński zwrócił uwagę na zmianę pokoleniową wśród traderów.

„Może na rynku polskim nie było to tak widoczne, ale w instytucjach londyńskich wśród traderów i zarządzających zaszła wymiana pokoleniowa. Jest bardzo wiele osób na rynku, które nie widziały obniżki stop proc. Być może zadziała tutaj +panic mode+” – powiedział.

Sklinda zwrócił natomiast uwagę, że EBC ostatnio po raz pierwszy zasygnalizował próbę odejścia od polityki monetarnej, która celuje w inflację i stabilność cen oraz dopuszczenie przestrzelenia celu inflacyjnego.

„Fed też o tym wspominał. W Japonii dzieje się to całkowicie. Mamy być do czynienia ze zmianą filozofii zarządzania bankiem centralnym przez trzy największe banki na świecie. Mario Draghi odnosił się do tego w zeszłym tygodniu. Wskazał on, że są pytania, na które trzeba odpowiedzieć, czy dotychczasowy model zarządzania bankiem centralnym i stabilnością systemu jest aktualny i na ile powinien się zmieniać” – powiedział.

„Jeżeli 20 proc. wszystkich obligacji rynków rozwiniętych notowanych jest poniżej zera, to budowanie społeczeństwa w oparciu o systemy emerytalne, czy świadczenia społeczne jest w szerszej perspektywy trudne do pogodzenia w prostej wyobraźni ekonomicznej. Zmiany będą miały duże znaczenie dla rynków, aktywów, które będą robiły się atrakcyjne, bądź kompletnie nieatrakcyjne” – dodał.

STOPY RPP NA RAZIE BEZ ZMIAN, NIE MOŻNA WYKLUCZYĆ EWENTUALNEJ OBNIŻKI PRZY UMOCNIENIU PLN

Zarządzający ocenili, że Rada Polityki Pieniężnej zachowuje się obecnie adekwatnie do sytuacji i nie zmieni stóp procentowych do końca 2022 roku, przy czym kolejną decyzją obecnej lub kolejnej Rady może być obniżka stóp procentowych.

„Wydaje się, że RPP wie jak się ma zachowywać i tak też się zachowuje. Pewnie nie zobaczymy żadnej decyzji w sprawie stóp proc. w tej kadencji Rady, chyba że stałoby się coś z inflacją, na przykład pojawiła się deflacja lub inflacja wzrosłaby w okolice 4 proc. Ruchy stopami specjalnie nic by nie zrobiły dobrego. Może poza wyjątkiem poprawy skłonności do oszczędzania. W obecnej sytuacji przewidywalność RPP jest adekwatna do sytuacji” – powiedział Zatryb ze Skarbca TFI.

Cholewiński i Sklinda wskazali natomiast na alternatywny scenariusz w postaci obniżki stóp proc. przez RPP.

„Mamy fajne makro, dookoła gospodarki, które mają bardzo niskie stopy proc. - szczególnie strefa euro - to od razu przekłada się na aprecjację złotego. W standardowym scenariuszu mówi się o podwyżkach stóp proc., bo inflacja rośnie. Natomiast jest scenariusz o niezerowym prawdopodobieństwie, że jeżeli stopy proc. w strefie euro jeszcze spadną, a w Polsce sytuacja makroekonomiczna utrzyma się na przyzwoitym poziomie, to złoty na tyle się umocni, że pomimo oczekiwań inflacyjnych, być może RPP będzie pod presją cięcia stóp procentowych” – powiedział Sławomir Sklinda z PKO TFI.

„Jeżeli złoty będzie się umacniać, w następstwie tych zjawisk, o których wspomniał Sklinda, to jak dla mnie nie jest wykluczone, że następnym posunięciem RPP, tej kadencji czy następnej, może być cięcie stóp proc., choć w ciągu 12 miesięcy wykluczam taki scenariusz. Przez najbliższy rok stopy proc. najprawdopodobniej będą stabilne” – powiedział Radosław Cholewiński z pekao TFI. (PAP Biznes)

tus/ pr/ ana/