Ekspert: Baltic Pipe ochroni Polskę przed niemiecko-rosyjską dominacją gazową w Europie


Ekspert: Baltic Pipe ochroni Polskę przed niemiecko-rosyjską dominacją gazową w Europie

– Gazociąg Baltic Pipe jest realizacją tego, co przyświeca unii energetycznej. To jest koncept, który powstał w ramach UE i polega na maksymalnej dywersyfikacji dostaw surowców, żeby za uzależnieniem od poszczególnych dostawców nie szło uzależnienie polityczne. Można powiedzieć, że nasz polski gazociąg jest realizacją celów postawionych przez Brukselę i ucieczką przed dominacją gazową Niemiec na rynku europejskim. Berlin swoją decyzją o kontynuowaniu projektu Nord Stream 2 sprawią, że Rosja stanie się dominującym graczem, jeżeli chodzi o dostawy błękitnego paliwa do Europy i znacznie wyprzedzi Norwegię – ocenia w rozmowie z portalem tvp.info ekspert portalu Energetyka24 Jakub Wiech.

Grzegorz Kuczyński: Nie zatrzymamy Nord Stream 2, ale trzeba go maksymalnie opóźniać

– Polski rząd musi skupić się przede wszystkim na dywersyfikacji własnych źródeł dostaw gazu. I on to robi, zwiększając import LNG i dążąc do...

zobacz więcej

Petar Petrović: Zakończył się VII Ogólnopolski Szczyt Energetyczny, podczas którego dominowały tematy związane z przyszłością polskiej energetyki, z bezpieczeństwem energetycznym i ze zwiększeniem efektywności energetycznej. Pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski powiedział, że koszt braku dywersyfikacji w latach 2001-18, uzależnienia od monopolistycznego rosyjskiego dostawcy mógł wynieść między 50 a 100 mld zł. To gigantyczny rachunek ekonomiczny i polityczny wystawiony poprzednim rządom. Dlaczego przez tak długi czas nie udawało im się zmienić tej niekorzystnej sytuacji?

Jakub Wiech: Należy się zgodzić z ministrem Naimskim, że poprzednie polskie władze przez długi czas nie podejmowały wysiłków dywersyfikacyjnych. Pamiętamy, jak upadały projekty gazociągu do złóż norweskich. Gazociąg Baltic Pipe, który jest teraz realizowany przez jego ekipę, miał szansę powstać wcześniej. Niestety, poprzednie rządy nie wykazały wystarczającej determinacji i dobrej woli, by go zrealizować. A mógł on wymiernie wpłynąć na naszą sytuację i można było ją zmienić w trakcie negocjacji dotyczących aneksu do umowy gazowej w latach 2009-10, kiedy przebiegły one kompletnie nie po myśli interesów Polski. Myśmy za gaz kupowany od Gazpromu płacili najwięcej w Europie. To jest też miarą tego, jak Rosjanie stosują swoją politykę cenową.

Wykorzystali swoją pozycję monopolisty?

Dokładnie. Przecież Niemcy, które leżą geograficznie dalej niż Polska, więc patrząc kategoriami ekonomicznymi, powinny płacić więcej, w rzeczywistości płaciły za niego znacznie mniej. Ta różnica to koszt polityczny, który ponieśliśmy, a który wynikał z tego, że nie mieliśmy dywersyfikacji, dodatkowych możliwości dostaw – i Rosjanie to wykorzystali. Wykorzystali też niekompetencje polskich negocjatorów, którzy nie potrafili zagrać nawet tymi kartami atutowymi, które mieli. O wszystkim tym możemy przeczytać na kartach raportu NIK dotyczącego tych negocjacji. On jest wstrząsający. Czytamy w nim, jak polski rząd dał się całkowicie ograć Rosjanom i nie wykorzystał szans, które miał. A był wtedy budowany terminal LNG w Świnoujściu, który miał szansę dać nam drogę dostaw nierosyjskiego gazu.

Z raportu NIK wynika, że w 2008 r. były paraliżowane prace prawne dotyczące przyspieszenia budowy gazoportu, co wpłynęło na jego późniejsze oddanie niż to wcześniej zakładano. Minister Naimski ma całkowitą rację mówiąc o tych kosztach, które Polska poniosła poprzez brak możliwości dywersyfikacji. Wypada się cieszyć, że tych możliwości jest teraz znacznie więcej. Mamy działający terminal LNG, zaawansowany projekt przygotowawczy do budowy gazociągu Baltic Pipe i plany zwiększenia własnego wydobycia krajowego nie tylko poprzez budowę nowych wiertni, ale też przez projekty wykorzystania metanu z kopalni węgla, które według szacunków Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa mogą nam dać nawet miliard metrów sześciennych gazu rocznie. Obecnie jesteśmy w zupełnie innej sytuacji, jeżeli chodzi o dywersyfikację, niż byliśmy jeszcze kilka lat temu.

„Bez sieci powiązań byłego kanclerza RFN Schrödera nie byłoby Nord Stream 1 i 2”

Autor książki nt. aktywności Gazpromu w Europie Jens Hovsgaard stwierdził, że bez sieci powiązań byłego kanclerza RFN Gerharda Schrödera nie...

zobacz więcej

Wydaje się, że mamy do czynienia z pewnego rodzaju wyścigiem z czasem. Rosjanie zapewniają, że ukończą Nord Stream 2 w tym roku. Z kolei polski operator gazociągów przesyłowych Gaz-System zapewnia, że uda się zrealizować Baltic Pipe zgodnie z harmonogramem, czyli do października 2022 r. Przed kilkoma dniami ustawę wyrażającą zgodę parlamentu na dokonanie ratyfikacji umowy między Polską a Danią w sprawie tej inwestycji podpisał prezydent Andrzej Duda.

Termin na realizację gazociągu Baltic Pipe jest dosyć napięty, gdyż mamy jedynie trzy lata na jego realizację. Wiadomo, że takie projekty infrastrukturalne kładzione na dnie morza są obarczone dużym ryzykiem. Nie sposób nie zauważyć ogromnej determinacji przede wszystkim ministra Naimskiego, który składa regularnie raporty dotyczące realizacji harmonogramu tego projektu. Warto zauważyć, że w ostatnim takim raporcie odnotowano sukces, gdyż realizacja projektu Baltic Pipe wyprzedziła harmonogram o trzy dni. To się może wydawać niewiele, ale jest to posmak tego, jaka jest determinacja po stronie rządowej.

Ten wyścig polega na tym, że w 2022 r. kończy się umowa z Gazpromem na dostawy tego gazu, realizowanego gazociągiem jamalskim. Ewentualną decyzję o jej przedłużeniu trzeba podjąć zgodnie z jej przepisami już w tym roku. Według zapowiedzi strony rządowej kontrakt ten nie będzie przedłużany. Dlatego jest tak duża nadzieja i determinacja dotycząca Baltic Pipe, gdyż on dzięki swojej przepustowości jest w stanie zrekompensować ten kontrakt, który obecnie mamy z Rosjanami i dać pewne podstawy do polskiej ekspansji surowcowej na rynki europejskie. Drugą sprawą jest to, że Nord Stream 2 da Berlinowi ogromne możliwości, jeżeli chodzi o dystrybucję gazu w Europie. Niemcy już teraz sprzedając 30 mld sześc. rocznie, są jednym z największych eksporterów błękitnego paliwa.

Nasza inwestycja w przeciwieństwie do Nord Streamu 2 wpisuje się w strategię energetyczną oficjalnie promowaną przez UE.

W tym momencie gazociąg Baltic Pipe jest realizacją tego, co przyświeca Unii energetycznej. To jest koncept, który powstał w ramach UE i polega na maksymalnej dywersyfikacji dostaw surowców, żeby za uzależnieniem od poszczególnych dostawców nie szło uzależnienie polityczne. Można powiedzieć, że nasz polski gazociąg jest realizacją celów postawionych przez samą Brukselę i ucieczką przed dominacją gazową Niemiec na rynku europejskim. Niemcy swoją decyzją o kontynuowaniu projektu Nord Stream 2 sprawią, że Rosja stanie się dominującym graczem jeżeli chodzi o dostawy błękitnego paliwa do Europy i znacznie wyprzedzi Norwegię.

Jak wiemy z historii i praktyki, rosyjska polityka jest obarczona doktryną wiceministra spraw zagranicznych Rosji z lat 90. Falina-Kwiecińskiego, która zakłada zastąpienie wpływów militarnych wpływami gospodarczymi, realizowanymi poprzez dostawy surowców energetycznych. W tym momencie Polska buduje wyłom w strategii Berlina, Moskwy i stara się zbudować bufor bezpieczeństwa w postaci dostaw „politycznie neutralnego” gazu z szelfu norweskiego. Jeżeli chodzi o postawę Danii, warto spojrzeć na inny aspekt – kraj ten żądając kolejnej trasy przez Gazprom opóźnia ten gazociąg. Jest to bardzo ważne w kontekście zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego, które przyczynią się do ukształtowania nowej Komisji Europejskiej.

Polska na braku dywersyfikacji mogła stracić między 50 a 100 mld zł

Koszt braku dywersyfikacji dostaw gazu w latach 2001-2018 i uzależnienia od monopolistycznego dostawcy mógł wynieść między 50 a 100 mld zł –...

zobacz więcej

Europosłowie PiS są sceptyczni wobec dyrektywy dotyczącej Nord Stream 2 i uważają, podobnie jak wielu ekspertów, że regulacje pozostawiają szerokie pole do gry dla Berlina, gdyż pozostawiono mu możliwość negocjowania z Moskwą warunków prawnych funkcjonowania odcinka Nord Stream 2, który będzie przebiegał również poza wodami terytorialnymi Niemiec.

Znowelizowana dyrektywa gazowa będzie obejmowała swoim porządkiem gazociąg Nord Stream 2. Oczywiście nie jest tak rygorystyczna, jak wszyscy liczyli, co wynika m.in. z duopolu politycznego w ramach UE, czyli porozumienia między Francją i Niemcami. Nałożenie tych regulacji unijnych na Nord Stream 2 będzie wymagało negocjacji między Niemcami a Rosją, nad którymi teoretycznie ma czuwać KE – tak stanowi ta nowelizacja.

Natomiast jeżeli weźmiemy pod uwagę, że wkrótce zmieni się PE, KE, to może się pojawić pewien chaos decyzyjny w instytucjach wspólnoty i może on zostać wykorzystany przez Niemców i Rosjan do stworzenia pewnych wyłączeń spod tej dyrektywy, o czym ostrzegał m.in. prof. Zdzisław Krasnodębski. To zaś poprawi rentowność Nord Stream 2 i możliwości osiągania wpływów za pomocą tego połączenia. Będzie to na rękę Gazpromowi, ale będzie sprzeczne z literą prawa europejskiego. Im dłużej Dania blokuje realizację tego projektu, tym większe są szanse, że negocjacje w sprawie objęcia go prawem europejskim przebiegną wtedy, kiedy KE będzie już do tego gotowa.

Autor wywiadu jest dziennikarzem Polskiego Radia.

image

źródło: