Formuła 1. Robert Kubica wysłał jasny komunikat polskim kibicom


Formuła 1. Robert Kubica wysłał jasny komunikat polskim kibicom

Doping tysięcy polskich kibiców, którzy na torze Hungaroring na Węgrzech z całych sił dopingowali Roberta Kubicę, nie zdziałał cudów. Polak w niedzielnym wyścigu zajął ostatnie miejsce, o samym występie nie miał za wiele do powiedzenia, za to nad zachowania rodaków nie przeszedł do porządku dziennego.

Wideo


F1. Kubica po GP Węgier: Dziękuję wszystkim kibicom (ELEVEN SPORTS). Wideo Eleven Sports

Szczególny dla Kubicy obiekt w Budapeszcie nie odmienił fatalnego położenia Polaka w kokpicie bolidu Williamsa. To nie o rodzaj asfaltu, temperaturę, charakterystykę toru, czy długość prostych najbardziej chodzi. Krakowianin w każdych warunkach od początku tego sezonu wygląda jak ubogi krewny w elitarnej stawce F1, gdzie walka toczy się o setne części sekundy, podczas gdy nasz zawodnik walczy tylko o to, by jak najmniej razy zostać zdublowanym.


Na Węgrzech ta przykrość spotkała Kubicę trzy razy, jako jedynego zawodnika z dziewiętnastu, którzy dojechali do mety. Nic dziwnego, że po zakończeniu rywalizacji Kubica nie miał zbyt dużo do powiedzenia, a momentami nawet był drażliwy.

Zapytany o problemy z przyczepnością, na które uskarżał się już w sobotę, odparł. - Nie mogło być lepiej. Warunki nie były łatwe, było dosyć ciepło. Automatycznie to dyktowało też więcej dbania o opony, szczególnie tylne. Ogólnie wyścig był taki, jak się spodziewałem - stwierdził kierowca Williamsa na antenie Eleven Sports.


Następnie nasz zawodnik zagrał w "ping-ponga" z dziennikarzem.


Nie jesteś zadowolony z tego, jak to dzisiaj wyglądało, jeśli chodzi o samochód. A jeśli chodzi o odczucia za kierownicą?


- Nie, to ty powiedziałeś, że nie jestem zadowolony.


Czyli jesteś zadowolony?


- Nie, ale mogę być...


Średnio zadowolony?


- Neutralnie do tego nastawiony.

Zdjęcie
Robert Kubica (z prawej) i Valtteri Bottas /PAP/EPA
Robert Kubica (z prawej) i Valtteri Bottas /PAP/EPA

Po tej wymianie zdań, Polak już dużo obszerniej odniósł się do postawionego pytania. - Jak to wyglądało ze środka? Tak jak się tego spodziewaliśmy. Dojazd do pierwszego zakrętu był całkiem niezły, ale George (Russell - przyp. red.) wracał chyba z bardzo zewnętrznej, a Giovinazzi przyhamował na wyjściu z zakrętu, gdzie ja już się "otworzyłem", bo bardzo ważne było to wyjście z zakrętu, by zaatakować przed drugim. I w momencie, gdy on zahamował, ja już miałem wciśnięty gaz. Na szczęście tylko go "pocałowałem" przednim "nosem" w tylną oponę i nie uszkodziłem swojego skrzydła. W wyścigu ogólnie było dużo dbania o opony i... tyle - ocenił nasz zawodnik, który przed tygodniem wreszcie wzbogacił się o pierwsze "oczko" w GP Niemiec, korzystając na przygodach wielu kierowców.


Na końcu padło pytanie o polskich kibiców, którzy na Węgrzech stworzyli taką atmosferę i przybyli w takiej liczbie, że Kubica miał prawo czuć się wyjątkowo. Polak odwdzięczył się wszystkim za "pielgrzymkę" do Budapesztu w bardzo efektowny sposób. - Szkoda, że niestety tak to się wydarzyło w ten weekend, jeśli chodzi o nas, ale dziękuję wszystkim kibicom. Mam nadzieję, że mimo to będą miło wspominać przyjazd do Budapesztu. Ja na pewno będę. I tak naprawdę to tylko dzięki nim.


Art