Historyczny strajk w Hongkongu. Symbolem protestu melodyjka z reklam McDonald's


Historyczny strajk w Hongkongu. Symbolem protestu melodyjka z reklam McDonald's

Protesty w Hongkongu osiągnęły nowy poziom. 5 sierpnia całe miasto ma stanąć. Strajk ma charakter "potrójny", tzn. nie pracują urzędy miejskie, firmy prywatne i szkoły. Ciekawostką jest fakt, iż symbolem tego masowego strajku jest... melodia znana z reklam McDonald's.

  • W Hongkongu od rana 5 sierpnia trwa strajk generalny
  • Masowo odwoływane są loty międzynarodowe
  • Gubernator miasta zabrała głos po raz pierwszy od kilku tygodni

罷 to po kantońsku strajkować. Czyta się "ba" (w prawidłowym zapisie uwzględniającym tony w tym języku dokładnie brzmi "baa6"), a to uwielbiającym zabawy słowne mieszkańcom Hongkongu kojarzy się z melodią restauracji McDonald's. Taką samą, jaką znamy i u nas. 罷喇罷罷罷 brzmi jak "ba la ba ba ba" i sprowadza się do powtarzania słowa "strajk".   

Hongkong strajkuje "potrójnie" (全港三罷). Odbywa się strajk pracowników (罷工), strajk miasta (罷市) oraz strajk usług (罷消費) i edukacji (罷課冀).  

Blokowanie miasta trzeba przećwiczyć

Choć pierwszy z serii ostatnich protestów odbył się w Hongkongu na początku czerwca (strajk 5 sierpnia otwiera 10. tydzień demonstracji), masowa blokada miasta odbywa się dopiero po raz pierwszy w dzień roboczy. Wcześniej największe protesty miały miejsce w weekendy. Mieszkańcy miasta przygotowywali się do strajku od kilkunastu dni. Żeby bowiem zablokować system miejskiego transportu raz a dobrze, trzeba było sprawdzić, co stanie się w przypadku krótszych, kilkunastominutowych przestojów w kursowaniu pociągów na wybranych odcinkach.

Protestujący przepraszają turystów za zamieszanie i proszą zarówno i zrozumienie ich ciężkiej sytuacji oraz dbanie o własne bezpieczeństwo. Centrum miasta wielokrotnie spowijały chmury gazu łzawiącego, który podczas rozpędzania demonstracji policja stosuje już teraz praktycznie przy każdej okazji. Hongkong uchodził wcześniej za wzór spokojnego protestowania. Świat zachwycał się obrazami młodych ludzi odrabiających na ulicach lekcje podczas tzw. "rewolucji parasoli" między wrześniem i grudniem 2014 roku. Dziś protestujący pokazują policji i władzy, że stracili cierpliwość i nie zamierzają w milczeniu znosić tego, że sytuacja zmierza w niekorzystnym dla nich kierunku. 

Według ustaleń z późnego wieczora w niedzielę spodziewano się, że do strajku przyłączy się co najmniej pół miliona osób reprezentujących 20 grup zawodowych. Według informacji dyrekcji międzynarodowego lotniska w Hongkongu odwołano ponad tysiąc lotów (w tym ponad połowę krajowego przewoźnika Cathay Airways), a do dyspozycji samolotów pozostał tylko jeden z dwóch pasów startowych. Zwolnienie lekarskie wzięło 20 kontrolerów lotniczych (jedna trzecia całej obsady lotniska).

Utrudnienia w transporcie publicznym zaplanowano od wczesnych godzin porannych (planowany start to godz. 7:30), żeby uniemożliwić skorzystanie z metra jako środka dotarcia z dzielnic na obrzeżach miasta do ścisłego centrum. W planach demonstrantów jest także zablokowanie połączenia drogowego między wyspą a pozostałą częścią Hongkongu (czyli głównie Kowloon i pozostałe rejony na północy w stronę granicy z Chinami kontynentalnymi) oraz utrudnienie działania głównych dworców autobusowych. Kolejna fala protestów miała ruszyć od godz. 13 w większości głównych dzielnic.

Na stacji Lai King dziesiątki młodych ludzi ubranych na czarno i z maskami na twarzach blokuje pociągi do centrum od 7:30. Niektórzy pasażerowie obwiniają ich o uniemożliwianie im dotarcia do pracy. Mężczyzna w średnim wieku ubrany na niebiesko wypchnął protestującego z pociągu, co spowodowało chaos.

Rząd wystosował apel do obywateli miasta o zaprzestanie udziału w strajku i nie narażanie miasta na utratę wizerunku jako jednego z najważniejszych centrów finansowych świata. Niesprawny Hongkong nie wypadłby dobrze w oczach cudzoziemców niezależnie od poglądów politycznych jego mieszkańców.

Przed stacją Lai King station ponad 100 osób czeka w dwóch rzędach na dodatkowe połączenia komunikacji miejskiej do stacji Nam Cheong i Tsing Yi podstawiane wahadłowo po zawieszeniu pracy metra. Pasażerom do Tung Chung radzi się wsiadać do autobusu w Nam Cheong. Troje pasażerów mówi, że czekają już ponad 30 minut. 

Co jest celem demonstrantów?

Demonstrujący przypominają światowym mediom oraz potencjalnym chętnym do odwiedzania ich miasta główne cele swojego protestu. Jest ich pięć: pełne wycofanie się z prac nad nowelizacją ustawy o ekstradycji; wycofanie kategorii oskarżeń wobec dotychczas aresztowanych za udział w "buncie"; wypuszczenie wszystkich aresztowanych demonstrantów; rozliczenie policji za brutalne działania oraz dymisja obecnej władzy i umożliwienie przeprowadzenia w pełni demokratycznych wyborów jej następców. 

Protesty w Hongkongu rozpoczęły się na początku czerwca przeciwko nowelizacji ustawie o ekstradycji. Osiągnięto połowiczny sukces, rząd wycofał się ze swojego planu, ale nie zrezygnował całkowicie z prac nad nowelizacją, a jedynie zawiesił je na czas nieokreślony. Wraz z kolejnymi protestami gubernator miasta, pani Carrie Lam Cheng Yuet-ngor stwierdziła, że wokół ustawy ekstradycyjnej narosło tak duże niezrozumienie, że trzeba cofnąć się o kilka kroków i na nowo rozpocząć kampanię informacyjną wobec obywateli. Mają zrozumieć, czym jest nowe prawo i przestać się go bać. Po kilku kolejnych weekendach z protestami Lam Cheng określiła, że "ustawa umarła".

Aktualna sytuacja w metrze.

Strach przed zmianami w prawie dotyczącym ekstradycji wynika z nieufności wobec działań Pekinu. Mieszkańcy Hongkongu uważają, że od lat Chiny kontynentalne zwiększają swoje wpływy w mieście i że zasada "jeden kraj, dwa systemy", w myśl której Hongkong ma cieszyć się autonomią prawno-ekonomiczną od Pekinu do lipca 2047 roku (przez 50 lat od przejścia spod władzy Londynu pod jurysdykcję Pekinu), pozostaje pustym zapisem na papierze. Ekstradycja w myśl zapisów z nowelizacji mogłaby zdaniem Hongkończyków dawać możliwość pozbywania się każdego przeciwnika "dużych" Chin Pekinowi i tym samym żaden ruch demokratyczny w mieście nie miałby szansy zaistnienia. 

Powodem do rozpoczęcia prac nad prawem o ekstradycji stało się morderstwo dokonane na początku 2018 roku na Tajwanie. Młody student z Hongkongu zabił swoją partnerkę, a jego czyn wyszedł na jaw dopiero, gdy sprawca wrócił do siebie. Zgodnie z obowiązującym prawem nie było przepisu pozwalającego na wydanie go Tajwanowi wydać w celu przeprowadzenia odpowiedniego procesu. Zamiast zabójstwa w Hongkongu sprawcę można było sądzić jedynie za kradzież pieniędzy, ponieważ u siebie posługiwał się kartami kredytowymi zabranymi swojej zamordowanej dziewczynie.

WARTO WIEDZIEĆ: