Hołownia na prezydenta? Dr Pietrzyk-Zieniewicz: To wybuzowało jak korek od szampana


Hołownia na prezydenta? Dr Pietrzyk-Zieniewicz: To wybuzowało jak korek od szampana


Magdalena Frindt, Wprost.pl: Od tygodni pojawiały się w sferze medialnej informacje, z których wynikało, że Szymon Hołownia planuje wystartować w wyborach prezydenckich. Te domysły potwierdziły się wczoraj. Dziennikarz oświadczył, że „będzie ubiegał się o pracę u Polaków”. Kto może zagłosować na tego aspirującego polityka?



Dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, Uniwersytet Warszawski: Rzeczywiście, mamy na pewno dużą nowinę na scenie politycznej. To zamiesza po stronie opozycyjnej – to pierwsza sprawa. Mam wrażenie, że tu chodzi o te głosy, które marzą się przede wszystkim , czyli centrowe. (…) W każdym razie Szymon Hołownia proponował wczoraj takie bardzo duże, spektakularne centrum. Sugerował, że będzie miejsce dla wszystkich, więc lewe skrzydło i prawe. To troszeczkę przypomina ten najlepszy czas , partii eklektycznej niewątpliwie – wtedy z sukcesami, tej „tuskowej Platformy” ze skrzydłami: z jednej strony Palikot, z drugiej Gowin. Także Szymon Hołownia zamiesza w centrum mam wrażenie i tak się w tej chwili usiłuje sytuować.



Czy Andrzej Duda może spać spokojnie?



Pierwszy raz mamy polityka tak wspaniale przygotowanego medialnie. Dlaczego mówię pierwszy raz? Na pewno był świetnie przygotowany Aleksander Kwaśniewski, bo to zwierzę polityczne z całą pewnością i rzeczywiście potrafił mówić porywająco, na pewno Donald Tusk dzisiaj, dałoby się jeszcze parę osób wymienić, ale w przypadku Szymona Hołowni widać jednak te lata praktyki dziennikarskiej, co tu dużo mówić. Widać taką umiejętność trzymania uwagi na sobie. Na razie będziemy Szymona Hołowni słuchać.



Do bezpośredniej konfrontacji (z – red.) jeszcze daleko, a poza tym mam wrażenie, że do niej chyba nigdy nie dojdzie. Jeżeli miałabym dzisiaj oceniać to powiedziałabym, że tutaj na coś może liczyć . Bo w PO zamieszanie, bo po lewej stronie ciągle zamieszanie – czekamy na tego kandydata i czekamy – a fama głosi, że oni tam wcale się tak nie kochają i tak różowo nie jest. Jak to u trzech tenorów, prawda? A Kosiniak-Kamysz jakoś tam zwarł szeregi i na razie działa najspokojniej i do przodu i już jesteśmy z nim troszkę oswojeni.



Jak ocenia Pani pierwsze przemówienie Szymona Hołowni?



O Szymonie Hołowni wolałabym mówić za miesiąc, sześć tygodni. Bo w tej chwili to tak wybuzowało jak korek od szampana i wszyscy patrzymy, jak to będzie. To przemówienie było ciepłe, takie marketingowe. Nazwałabym je „Kochajmy się”, cytując wieszcza. To wszystko w sytuacji, kiedy Polacy są naprawdę zmęczeni polityką, politykami i co tu dużo mówić politykierstwem – niekiedy faktycznie obrzydliwym. I pojawia się taki nowy, przystojny, młody i w dodatku ciepły człowiek.



Natomiast w przemówieniu naprawdę żadnych propozycji specjalnych nie było, ale nie oczekujmy – ono było pierwsze. Trzeba podkreślić, że na tle tej bogać tam debaty, którą nam zaproponowała PO (debata Małgorzaty Kidawy-Bońskiej i Jacka Jaśkowiaka – red.), to rzeczywiście inteligentny, świetny człowiek. W tej chwili jest taki jego moment, zdumienie, jakaś aprobata – nareszcie nie politykier, nie czyjś tam człowiek, a taki, który w mediach wspaniale potrafi się odnaleźć. Nic tylko słuchać.



Jak ocenia Pani formułę tego wczorajszego wydarzenia? Najpierw głos zabrał Hołownia, a następnie dziennikarka Radia Zet przeprowadziła z nim wywiad.



Będą szukać nowinek. Szymon Hołownia i jak sądzę jego otoczenie, za dobrze znają się na mediach i na tym, „jak to gra”, żeby przyciągnąć publiczność i uwagę przytrzymać, żeby nowych formuł nie szukano. Ale wczoraj czego by nie zrobił, tak czy inaczej byśmy go słuchali, bo tak fama głosiła (o starcie Hołowni w wyborach prezydenckich – red.), ale tak nie do końca dowierzaliśmy. Kiedyś inny dziennikarz Tomasz Lis miał takie poparcie, że mówiono: „Lis na prezydenta”. Ile to trwało? Tak około 6 tygodni i zaczęły iść te słupki w dół.



Szymon Hołownia zamierza finansować kampanię ze składek swoich zwolenników. Czy to może okazać się skuteczne?



To zależy, kto będzie zwolennikiem, ile on ma w kieszeni i ile byłby skłonny dać. Poczekałabym na szczegóły. Można nie mieć pieniędzy, przykładowo tylko mówię, jeśli np. duży portal telewizyjny, lepiej dwa – otworzy się na człowieka i będzie mu „liczył bardzo taniutko”. Naprawdę tutaj jest ileś możliwych rozwiązań, więc na razie mówiąc szczerze, uśmiecham się.



A wracając do rozpoznawalności?



Rozpoznawalność Szymona Hołowni jest naprawdę tylko w pewnych kręgach i zwłaszcza w pewnych grupach wiekowych. Ile razy słyszę: „Przecież Andrzej Duda też był nierozpoznawalny” – to mówiąc szczerze jestem już zirytowana. Dlatego, że po tylu latach, to już powinniśmy troszkę przysiąść i zdać sobie sprawę, nawet jako społeczeństwo – nie w tym rzecz, że to był Duda. Za nim stał ogromny autorytet i ambony. To nie chodziło o rozpoznawalność tego konkretnego polityka. Jaki autorytet stanie za Hołownią? Też jestem ciekawa. Jeśli to będą znaczące media, to prawdopodobnie „taniej będzie kosztować” i wylansować się mocno można.



Pojawiają się pierwsze porównania Szymona Hołowni do Wołodymyra Zełenskiego, który z komika stał się prezydentem Ukrainy. Obaj przeszli ze sfery mediów do polityki. Czy są inne punkty wspólne?



Nasuwają się analogie na pewno (…). Szymonowi Hołowni trzeba się dopiero przyjrzeć tak z perspektywy – czy my skądinąd sympatycznego i dobrego dziennikarza widzimy również w roli dobrego polityka? Jeśli chodzi o pana prezydenta Ukrainy to po pierwsze – on chyba sam się zdziwił, jak tym prezydentem został. Bywa tak niekiedy (śmiech). Po drugie – usiłuje debiutować i bardzo dobrze, to inteligentny człowiek. Na razie niczego więcej tu się powiedzieć nie da.



Dziękuję za rozmowę.



Dziękuję.



Czytaj także:
Lawina komentarzy po decyzji Hołowni. „Patrzcie, kto boi się najbardziej”, „intrygujący eksperyment”