Jak wygląda FriendsFest Warsaw? Zdjęcia i wrażenia fanki Przyjaciół



Praskie Centrum Koneser to ogromny kompleks budynków, w którym ciężko jest się połapać. Choć same strzałki kierujące na główne wejście i parking są jasne i przydatne, to znalezienie miejsca parkingowego poza podziemnym jest ogromną trudnością. Jednak gdy tylko udało mi się zaparkować w dogodnej lokalizacji, weszłam w sam środek kompleksu, głęboko wierząc w informację, że wcześniej przygotowane strzałki doprowadzą mnie do samego FriendsFestu. Przecież skoro oznakowanie na parking było całkiem łatwe, na sam festiwal powinno być tak samo? Niestety, nie do końca. Dwie strzałki doprowadziły mnie do dwóch budynków, gdzie krążyły inne zagubione osoby tak samo jak ja. Skąd wiedziałam, że są to fani serialu? Koszulki z napisem Friends były wtedy całkiem niezłą wskazówką. Nie zmieniało to jednak pytania, co dalej i czy powinnam wrócić do poprzedniej strzałki, czy oddalić się w którąś stronę w celu znalezienia wskazówek. Na szczęście akurat wtedy zobaczyłam, że całkiem spora grupa osób poszła za róg budynku. I to był strzał w dziesiątkę – przed drzwiami stał ogromny plakat i wiedziałam już, że trafiłam na miejsce. Jednak nie zmienia to faktu, że przydałby się jeszcze jeden drogowskaz, najlepiej stojący, bo dla kogoś kto nie zna dobrze Konesera, dojście do celu może być prawdziwym labiryntem Minotaura.


Na szczęście odnalezienie się we wnętrzu budynku okazało się bardzo proste. Na dole czekały na nas smakołyki inspirowane serialem. Można było zjeść kanapki przypominające burgery, gofry czy babeczki z ważnymi symbolami z produkcji. To już wzbudziło pierwsze zachwyty - zwłaszcza naprawdę dobrze odwzorowane kocie buźki, homary czy fotel Joeya. 


Gdy tylko kończył się szwedzki stół, napotykało się dużą strzałkę, prowadzącą w kierunku schodów. I tam, na górze, rozmieszczone już było to, na co wszyscy czekaliśmy. Kawiarnia Central Perk, mieszkanie Moniki, drzwi do miejsca, gdzie Ross i Rachel wzięli ślub, czy kanapa z samej czołówki. Oprócz tego, każdy uczestnik mógł poczuć się jak Phoebe i zaśpiewać, grając na gitarze, ogromny hit Smelly cat. Dziwnie było znaleźć się w mieszkaniu Moniki, móc zajrzeć do pewnych miejsc, próbować porównać tę wersję z tą pamiętaną w serialu. To, że każdy mógł usiąść przy fotelu i kanapie powodowało przyjemny dreszczyk emocji i chwilowe wrażenie, że bohaterowie zaraz wejdą przez drzwi i się z nimi spotkamy. Choć chyba największe na mnie wrażenie zrobiła scena Phoebe i z napisanymi słowami do piosenki Smelly cat. Miło było nie tylko poczuć się jak ta postać, ale również dostać piękne zdjęcia od stojących obok pań organizatorek. Widziałam również jak radośnie ludzie wskakiwali na kanapę z czołówki czy przebierali się w ślubne suknie, by zapozować pod napisem Welcome to fabulous Las Vegas!. Tak, temu wydarzeniu towarzyszyła jedynie ogromna radość, gdzie dorośli ludzie mogli bawić się jak małe dzieci. I za to kocham tego typu imprezy. 


Co jednak podobało mi się najbardziej? Chyba to zadbanie o niuanse i o prawdziwy „fun” dla wielbicieli serialu. Widać, że organizatorzy starali się zadbać o jak największe detale (co nie zawsze niestety wychodziło, ale podejrzewam, że pewne uproszczenia np. „spłaszczenie” trochę mieszkania Moniki było potrzebne) i niuanse (np. że w lodówce Moniki naprawdę można było znaleźć sławne ciasto przygotowane przez Rachel). Zabrakło mi jednak tego, by posiedzieć sobie na miejscu przyjaciół w kawiarni Central Perk – w końcu to najsławniejsza kanapa i fotele w tym uniwersum. Mimo tego uważam, że narzekanie na ten festiwal byłoby grzechem – zwłaszcza że organizatorzy przygotowali również suknie ślubne, kapelusze czy zbroje gladiatora, byśmy naprawdę mogli wczuć się w odpowiednie odcinki serialu.


Czy polecam Friendsfest? Na 100%! Nieważne, czy jesteś wielbicielem serialu od lat, czy obejrzałeś tylko kilka odcinków. Na pewno znajdziesz tam coś dla siebie. I wyjdziesz z uśmiechem na ustach.


Źródło: zdjęcie główne: naEKRANIE.pl