Lista sprawiedliwości. Kandydują do Sądu Najwyższego, choć wcale nie chcą tam pracować


Lista sprawiedliwości. Kandydują do Sądu Najwyższego, choć wcale nie chcą tam pracować

W grupie około 200 kandydatów do Sądu Najwyższego sporo jest Konradów Wallenrodów, którzy wcale nie liczą na wygraną. To członkowie stowarzyszenia "Iustitia", którzy chcą, aby za ich sprawą sąd sprawdził, czy procedura jest zgodna z prawem.

Podziel się
Część kandydatów do Sądu Najwyższego wcale nie chce się do niego dostać.
Część kandydatów do Sądu Najwyższego wcale nie chce się do niego dostać. (PAP, Fot: Tomasz Gzell)
WP

Samych sędziów jest w Polsce ok. 10 tys. Do tego kandydować mogli adwokaci, radcowie prawni, notariusze, prokuratorzy i pracownicy naukowi. Z tej perspektywy 200 kandydatów do Sądu Najwyższego wygląda na bojkot, choć obóz władzy stara się to przedstawiać jako masową zgodę środowiska na nowy kształt tej instytucji. Do tego część kandydatów zgłosiła się tylko w jednym celu: zaskarżenia procedury naboru do sądu. Liczą, że ten uzna ją za niezgodną z prawem, co zatrzyma przejmowanie przez PiS Sądu Najwyższego.

Wsparcie dla takich kandydatów zapewniło Stowarzyszenie Sędziów Polskich "Iustitia". Ale w rozmowie z WP rzecznik stowarzyszenia sędzia Bartłomiej Przymusiński nie chce wyjawić konkretnych nazwisk. Tłumaczy, że organizacja nie chce ułatwiać zadania Krajowej Radzie Sądownictwa. Na razie z otwartą przyłbicą wystąpił adwokat, czyli osoba spoza stowarzyszenia, pracujący na Uniwersytecie Śląskim prof. Jacek Barcik. "Dlaczego zatem szargam swoje nazwisko składając wniosek do pseudo KRS o zostanie pseudo – sędzią SN? Uważam bowiem, że każda osoba zgłaszająca swoją kandydaturę do SN powinna wykorzystać tę okazję do podważenia legalności obecnej procedury powoływania sędziów. Etycznym obowiązkiem każdego kandydata jest skierowanie odwołania od decyzji KRS do Naczelnego Sądu Administracyjnego" - pisze.

Zobacz także: Polacy odpowiedzieli na apel Wirtualnej Polski. Spełniliśmy marzenie Powstańca

WP

To jedno z kilku pewnych nazwisk "listy Wallenrodów". Pozostałych możemy się tylko domyślać i typować, bo nawet związani z "Iustitią" sędziowie nie chcą wprost potwierdzić kandydowania z zamiarem odwołania się do NSA. - Potwierdzam, że jestem członkiem stowarzyszenia "Iustitia" i potwierdzam, że kandyduję - mówi WP sędzia Rafał Zawalski z Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi. - Opieram się na stanowisku stowarzyszenia "Iustitia", które będzie wspierało kandydatów podzielających misję Stowarzyszenia. A tą jest wzmacnianie niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Jest mi bliska idea kontroli legalności procedury naboru sędziów Sądu Najwyższego - dodaje.

Podobnie odpowiedział były rzecznik warszawskiego sądu okręgowego Marcin Łochowski. - Uważam, że w SN powinni orzekać sędziowie uczciwi, kompetentni i doświadczeni. I przekonały mnie argumenty sędziów S. Zabłockiego i D. Zawistowskiego - odpisał dziennikarce TVN24 Marcie Gordziewicz. Są też sędziowie, którzy mówią bardziej wprost. Jak związany z "Iustitią" sędzia Piotr Gąciarek z warszawskiego Sądu Okręgowego. W mediach otwarcie krytykował zmiany w wymiarze sprawiedliwości wprowadzane przez PiS. - Są i tacy, ja się do nich zaliczam, którzy chcą doprowadzić do kontroli przez sąd administracyjny ustawy o Sądzie Najwyższym - powiedział w TOK FM. Członkiem zarządu "Iustitii" jest sędzia Arkadiusz Tomczak, w jego przypadku można więc zakładać, że u jego startu leżą podobne przesłanki, jak w przypadku Piotra Gąciarka.

WP

Ludzie sprawiedliwości

Na liście kandydatów do SN są też odwołani przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę prezesi sądów. Na przykład Dariusz Ziniewicz, były prezes Sądu Okręgowego w Słupsku albo Przemysław Banasik, odwołany prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Członkiem stowarzyszenia jest też sędzia Jerzy Menzel z Wrocławia. Prezesem oddziału w Bielsku-Białej był Adam Kanafek, dzisiaj członek oddziału Śląskiego, kierowanego przez prof. Krystiana Markiewicza, szefa całej "Iustitii". Prezesem współtworzonego przez "Iustitię" Centrum Szkolenia Sędziów był Dariusz Sielicki, który kandydował na stanowisko Prokuratora Generalnego gdy oddzielono to stanowisko od funkcji ministra sprawiedliwości. Z kolei z Helsińską Fundacją Praw Człowieka i obecnym Rzecznikiem Praw Obywatelskich współpracował sędzia Zbigniew Kapiński, co może wskazywać, że on także kandyduje, by zaskarżyć procedurę.

Cel

WP

Na liście kandydatów jest też sporo sędziów, którzy swoimi wyrokami podpadli prawej stronie. Na przykład Ewa Stefańska, której wyrok oburzył "Gazetę Polską". Albo sędzia Ewa Kaniok, która była w składzie orzekającym o prawidłowosci wyboru Julii Przyłębskiej na stanowisko prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Także sędzia Damian Owczarek był stawiany pod pręgierzem, on podpadł środowisku braci Karnowskich. Sędzia Dariusz Czajkowski bronił na łamach "Rzeczpospolitej" sędziego Mirosława Topyły, który zabrał z lady na stacji benzynowej banknot.

Oczywiście to nie znaczy, że wszyscy ci sędziowie rzeczywiście kandydują tylko po to, by później zaskarżyć procedurę wyboru kandydatów do Naczelnego Sądy Najwyższego. Jednak w przypadku przynajmniej części z nich są ku temu silne przesłanki. Zapewne stowarzyszenie "Iustitia" dokona weryfikacji i kiedy zajdzie taka potrzeba, wystąpi publicznie w obronie sędziów atakowanych za samą obecność na liście. Bo nie o obecność tu chodzi, ale o jej cel.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl