Młodych Brytyjczyków nie stać na zakup domu. Nawet najtańsze mieszkania są poza ich zasięgiem


Młodych Brytyjczyków nie stać na zakup domu. Nawet najtańsze mieszkania są poza ich zasięgiem

Analiza Instytutu Studiów Fiskalnych (IFS) koncentruje się na tym, w jaki sposób zmieniły się bariery na rynku mieszkaniowym w Wielkiej Brytanii w ciągu ostatnich 20 lat i rozważa możliwe rozwiązania polityczne.

Z raportu wynika, że obecnie w całym kraju tylko 60 procent młodych Brytyjczyków dysponuje wystarczającymi środkami, aby sfinansować kupno domu. Zaledwie dwie dekady wstecz proporcja ta wyglądała zupełnie inaczej. Wtedy zakup własnego lokum był w zasięgu 90 proc. młodych Brytyjczyków. Skąd tak duże zubożenie młodych wyspiarzy? W omawianym okresie średnia cena domów w Anglii, skorygowana o inflację, wzrosła o 173 procent, podczas gdy dochody młodych wzrosły tylko o 19 procent. Właśnie dlatego odsetek osób mieszkających we własnym domu spadł do 35 procent z 55 procent. Najniższy wskaźnik - 25 procent - odnotowano w Londynie.

Ceny mieszkań w Amsterdamie są horrendalne. Miasto chce zbudować domy na wynajem

Jak z tym walczyć? W ocenie IFS, kluczem do sukcesu jest zwiększenie podaży domów i złagodzenie ograniczeń w przepisach dotyczących zagospodarowania przestrzennego, które obniżyłyby ceny nieruchomości i czynsze. Na rynku pojawiają się spekulacje, że pod koniec października kanclerz skarbu Philip Hammond może ogłosić ulgę podatkową dla właścicieli nieruchomości, którzy sprzedają nieruchomości długoletnim najemcom.

Tymczasem kryzys mieszkaniowy w Wielkiej Brytanii coraz bardziej się pogłębia. Jak wynika z raportu brytyjskiego urzędu statystycznego Office for National Statistics, opublikowanego w zeszłym tygodniu, młodzi Brytyjczycy są teraz mniej skłonni do posiadania domu lub oszczędzania na niego, co utrudnia im osiągnięcie stabilności finansowej. Dlatego rząd premier Theresy May planuje co roku budowę 300 tys. nowych domów, aby złagodzić kryzys mieszkaniowy.

83 proc. mieszkań w Polsce jest kupowanych na własność. W Niemczech tylko 51 proc.