"Nić widmo" [RECENZJA]: film uszyty na arcydzieło. Widzieliśmy ostatni film Daniela Day-Lewisa


"Nić widmo" [RECENZJA]: film uszyty na arcydzieło. Widzieliśmy ostatni film Daniela Day-Lewisa
Sześć nominacji do Oscara i ponad dziewięćdziesiąt procent pozytywnych recenzji w serwisie Rotten Tomatoes. Czy tyle wyróżnienia i prawie same pochlebne opinie są zasłużone? Tak, bo "Nić widmo" Paula Thomasa Andersona to wybitny film. Czy warto go zobaczyć? Tak. Ale to nie będzie łatwy seans.Podziel sięPolska premiera "Nici widmo" 23 lutego (Materiały prasowe)Grający główną rolę Daniel Day-Lewis, laureat trzech Oscarów (z dużą szansą na czwartą statuetkę), zapowiedział, że filmem "Nić widmo" zamyka swoją aktorską karierę. Jeśli dotrzyma obietnicy, będziemy mieć wiele powodów do bolesnej żałoby, bo stracimy jednego z najwybitniejszych amerykańskich aktorów wszech czasów. O sile jego ekspresji zaświadcza kilka pierwszych scen "Nici widmo", w których poznajemy granego przez niego bohatera Reynoldsa Woodcocka. W jego nazwisku nieprzypadkowo pojawia się "wood" (drewno) i "cock" (kutas). Choleryczny, zasadniczy i kapryśny krawiec jest socjopatą, któremu życzymy długiej i bolesnej śmierci, a przynajmniej, żeby ktoś wreszcie dał mu w pysk, po tym, gdy tylko wypowiada kilka pierwszych zdań.Irytuje nas, ale przecież nie możemy oderwać od niego oczu. Podziwiamy go jak każdego, kto ma w sobie tyle pasji, żeby podporządkować życie obsesji – dla niego jest to krawiectwo, szycie. Woodcock nie jest byle krawcem, ale artystą, mistrzem w swoim fachu. W takiej roli pojawia się w życiu kelnerki Almy (Vicky Krieps). Tematem filmu jest ich toksyczna relacja, ale warstw, z których składa się ta opowieść, jest wiele, jak w sukniach głównego bohatera. Dlatego "Nić widmo" można oglądać na wiele sposobów – jako przypowieść o tym, że idea równości w miłości to bzdura, o meandrach perwersyjnego pożądania. Melodramat, film kostiumowy, a nawet post-freudowska komedia – to wszystko tu jest!W mojej prywatnej historii filmu "Nić widmo" będzie stał na półce obok innych filmów z wybitnymi wątkami kulinarnymi, które widziałem na przełomie 2017/2018 r. Mam na myśli "Zabicie świętego jelenia" (scena ze spaghetti), "Tamte dni, tamte noce" (bodaj najbardziej perwersyjna scena z użyciem moreli w historii kina) i "Na pokuszenie" (scena z grzybami) – we wszystkich tych filmach jedzenie jest kluczem do zrozumienia historii. Nie inaczej jest w przypadku "Nici widmo".Zresztą, film Andersona wiele łączy ze wspomnianym "Na pokuszenie" – nie mogę zdradzić za wiele, ale chyba nie zepsuję nikomu seansu, jeśli napiszę, że w obu filmach posiłek z grzybami wyznacza scenę kulminacyjną. "Nić widmo" przynosi zresztą więcej kulinarnych znaczeń. Która sekwencja mówi więcej o kapryśnym charakterze głównego bohatera, który w obecności siostry (Lesley Manville) wzdryga się przed pączkiem na śniadanie (bo "zamula"), a w następnej scenie – już jako zalotnik Almy – zamawia monstrualne, ciężkie śniadanie?Film jest pełen zakodowanych odniesień. Wiele dzieje się tu między słowami. I tak, "kiełbaski", które Woodcock zalotnie zamawia u Almy najprawdopodobniej znaczą to, co mogą znaczyć w najsłabszym sucharze. Mogę sobie tylko wyobrażać, jakie katusze będą przeżywać widzowie nieprzygotowani na wyrafinowane kino kostiumowe, w którym wiele znaczeń nie jest podanych wprost. Jeśli komuś podoba się dosłowność "Botoksu", sześć nominacji do Oscara, fenomenalne aktorstwo, wybitne zdjęcia i kostiumy - nie powstrzymają przed ziewaniem.Ale wierzę, że wiele widzów doceni subtelny erotyzm, którym przesiąknięty jest ten dekadencki film. My, ludzie żyjący w epoce PornHuba, zalewani obrazami nagości instant, chyba bezpowrotnie straciliśmy dostęp do ukrytych pragnień, które miał żyjący przed wojną i po wojnie Woodcock. Bo mu już mamy wszystko odsłonięte. Ale dręczą nas inne obsesje. "Nić widmo" jest podróżą do muzeum pożądania. Fascynująca podróż.Film w kinach od 23 lutego.Ocena 8/10Łukasz KnapObejrzyj zwiastun filmu "Nić widmo" Materiały prasowe Podziel się Materiały prasowe Podziel się