Nocne szaleństwa szwajcarskiego franka


W nocy z niedzieli na poniedziałek doszło do silnych
turbulencji na parach walutowych z frankiem szwajcarskim. Był to swoisty
mini-flash crash. A więc nadzwyczajne zjawisko, które na Foreksie powoli staje
się normalnością.


Przez lata przyzwyczailiśmy się, że handel na
najważniejszych parach walutowych świata jest płynny niezależnie od pory dnia
(czy nocy). Ten mit właśnie odchodzi do lamusa, co potwierdziły wydarzenia
ostatniej nocy.



Bloomberg.


Niska płynność na początku handlu w Azji skutkowała
gwałtowną zmiennością na kursie franka szwajcarskiego – waluty dla Azjatów
nieco egzotycznej. Po 23:00 czasu polskiego w ciągu kilku minut kurs USD/CHF
podskoczył z niespełna 1,000 do prawie 1,010, czyli niemalże 1%. To dużo jak na
jedną z ważniejszych par walutowych świata.


Nocny wyskok franka przypomniał o podobnym – lecz znacznie
silniejszym – zdarzeniu z początku roku, gdy do
nagłego krachu doszło na parach z jenem japońskim
. Podobne były też
okoliczności – dzień wolny w Japonii. Przy braku
inwestorów instytucjonalnych z Tokio handel europejskimi walutami cechuje się
wyjątkowo niską płynnością. Zwłaszcza w początkowej fazie sesji.

Później handel na franku odbywał się już normalnie. O 11:00
jeden dolar amerykański był wyceniany na 1,0029 CHF. Na polskim rynku
przekładało się to na cenę franka w wysokości 3,8076 zł.



Tego typu „nagłe krachy” nie mają większego wpływu na
średnio- i długoterminowe trendy. Ale też unaoczniają nieprawdziwość tezy o „najpłynniejszym”
rynku finansowym świata dostępnym 24/7. Widać już, że w przypadku walut z
Europy prawdziwy handel zaczyna się dopiero rano.

Krzysztof Kolany

Źródło: