"Odpowiedzialność za trwanie w tym chaosie będzie spoczywała na rządzących. Nie mam wątpliwości"


"Odpowiedzialność za trwanie w tym chaosie będzie spoczywała na rządzących. Nie mam wątpliwości"

Po opublikowaniu tak zwanych list poparcia do Krajowej Rady Sądownictwa powstaje pytanie, kto może stwierdzić, że KRS działa w sposób bezprawny - powiedział w "Faktach po Faktach" rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. Stwierdził, że sytuację mógłby naprawić rząd i większość parlamentarna, ale "jak widać, nie ma ku temu woli i można tylko ubolewać".

Kancelaria Sejmu opublikowała w piątek wykazy sędziów, którzy udzielili poparcia sędziom kandydatom do nowej Krajowej Rady Sądownictwa.

"Jedyne, co mógł zrobić sędzia Nawacki to przeprosić i powiedzieć, że nie będzie kandydatem"

O opublikowanych listach mówił w "Faktach po Faktach" rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. - Potwierdza się to, czego większość osób się spodziewała. Czyli, że będzie na tych listach poparcie krzyżowe dla kandydatów, że wzajemnie się popierali. Po drugie, że będą sędziowie delegowani do ministerstwa sprawiedliwości. To, co jest najważniejsze, to lista Macieja Nawackiego. Tam jest brak wystarczającej liczby podpisów. Tych wymaganych 25 po prostu zabrakło - stwierdził Bodnar.

CZYTAJ WIĘCEJ O LIŚCIE MACIEJA NAWACKIEGO I WYCOFANYM POPARCIU >>>

Wskazywał, że "możemy analizować listy, wskazywać, że Krajowa Rada Sądownictwa jest pozbawiona legitymizacji, czy że wręcz doszło do wyboru nielegalnego w związku z tym, że sędzia Nawacki miał niewystarczającą liczbę podpisów". 

- Nie można dysponować czyimś poparciem w sytuacji, kiedy się tego poparcia nie ma w momencie składania wniosku. Jedyne, co mógł wtedy zrobić sędzia Nawacki to przeprosić i powiedzieć, że nie będzie kandydatem, bo nie udało mu się zgromadzić wystarczającej liczby podpisów - tłumaczył.

"Odpowiedzialność za trwanie w tym chaosie będzie spoczywała na rządzących"

Jak mówił rzecznik praw obywatelskich, "powstaje teraz pytanie, kto może stwierdzić, że Krajowa Rada Sądownictwa działa w sposób bezprawny". - W zasadzie nie mamy takiej procedury. Jedyne, czego możemy się spodziewać to, że w toku poszczególnych postępowań sądowych będą przedstawiane wnioski o wyłączenie sędziów i będzie podnoszony wniosek o to, że dana osoba została wskazana przez Krajową Radę Sądownictwa w nowym składzie, który cierpi na ten grzech pierworodny. To być może sądy będą brały pod uwagę i rozpatrywały - powiedział.

Dodał, że "może to też mieć wpływ na postępowania toczące się przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej".

Zaznaczył, że "organem, który mógłby to naprawić jest rząd i większość parlamentarna, która mogłaby przeprowadzić zmianę legislacyjną, poprawić ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa i na nowo ją wybrać". - Jednak jak widać, nie ma ku temu woli i można tylko ubolewać. Odpowiedzialność za trwanie w tym chaosie będzie spoczywała na rządzących. Co do tego nie mam wątpliwości - podkreślił gość TVN24.

Bodnar: OBWE wskazywała, że stronnicza działalność mediów państwowych była szkodliwa dla wyborów

Sejm głosami posłów Zjednoczonej Prawicy przyjął w czwartek ustawę przewidującą przekazanie prawie dwóch miliardów złotych dla mediów państwowych.

Bodnar przypominał, że "media państwowe mają bardzo szczególną rolę do spełnienia, jeśli chodzi o zbliżające się wybory prezydenckie". - Jeżeli spojrzymy na raporty organizacji międzynarodowych, które oceniały poprzednie wybory, a szczególnie OBWE, to mówiły tak: w dniu wyborów wszystko ok, nie ma problemów, ale to co się stało przed wyborami, szczególnie zaangażowanie mediów publicznych po jednej stronie, było szkodliwe dla przebiegu całych wyborów - zwrócił uwagę.

Apel Kidawy-Błońskiej do prezydenta w sprawie dwóch miliardów złotych dla mediów publicznych

TVN24

Bodnar: będziemy dostarczali społeczeństwu rzetelnej informacji o kampanii wyborczej w mediach

Odniósł się też do słów Witolda Kołodziejskiego, szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, który wziął udział w czwartkowym posiedzeniu sejmowej komisji kultury. Odpowiadając na pytanie posłów o wykonywanie przez KRRiT monitoringu mediów publicznych w okresie kampanii wyborczych, Kołodziejski podał przykład monitoringu z 2015 r. - Był zlecony na zewnątrz. Dwa dni monitoringu kosztowały 100 tysięcy złotych, więc jeżeli chcielibyśmy monitorować całą kampanię, to budżet Krajowej Rady, łącznie z rekompensatą abonamentową, nie wystarczyłby na taki monitoring. To jest po prostu niemożliwe. W związku z tym odpowiedź na pytanie, czy będziemy tego typu jakościowy monitoring prowadzili, brzmi: nie - stwierdził.

Bodnar powiedział, że "można się tylko uśmiechnąć z zatrwożeniem, bo to jest właśnie rola Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. To ona powinna monitorować, jak przebiega kampania wyborcza w poszczególnych mediach".

Zaznaczył, że "ma na to odpowiedź". - Jestem gotowy jako rzecznik praw obywatelskich zaproponować organizacjom pozarządowym, medioznawcom, ekspertom i innym osobom, które chciałyby się zaangażować, program monitorowania tego, co się będzie działo w mediach, nie tylko publicznych - zadeklarował.

- Będziemy dostarczali społeczeństwu rzetelnej informacji o tym, co w mediach padało, w jaki sposób było przekazywane, kto i w jakim zakresie miał czas antenowy. To jest fundamentalna rzecz dla Polaków i korzystania przez nich z prawa do wolnych wyborów i prawa do pozyskiwania informacji - podkreślił gość "Faktów po Faktach"

Źródło zdjęcia głównego: TVN24