Ostatni Jedi - Rian Johnson o przekraczaniu granic. Bez tego film nic by nie znaczył?


Gwiezdne wojny: ostatni Jedi to film z 2017 roku i jednocześnie VIII część sagi Gwiezdnych Wojen. Za sterami produkcji zasiadł Rian Johnson, który poprowadził ją w nieoczekiwanych kierunkach - na krótko po premierze film wywołał duże kontrowersje i nawet dziś prowokuje fanów i sceptyków do emocjonujących dyskusji. Przypomnijmy, że podczas gdy część chwali nowatorskie podejście reżysera, inni twierdzą, że zrujnował on całą Sagę, proponując głupoty, niedorzeczności fabularne i rujnując potencjał drzemiący w bohaterach.


Johnson co jakiś czas jest pytany o krytykę wobec Ostatniego Jedi - nie inaczej jest podczas promocji jego najnowszego filmu, Na noże. Reżyser odniósł się do kwestii przekraczania granic, na jakie pozwolił sobie przy Epizodzie VIII - jak mówi, gdyby trzymał się wzorca ustanowionego w Oryginalnej Trylogii i nie zaryzykował z niczym nowym, ten film niewiele by znaczył na tle swoich poprzedników.


Myślę, że w momencie, gdy zaczynasz myśleć o tym, jak nie wykraczać poza granice ustanowione przez poprzednie części, nie myślisz tak, jak myśleli twórcy Oryginalnej Trylogii. Oni właśnie to robili, z każdym kolejnym filmem - przekraczali granice i popychali bohaterów ku temu, co nowe i zaskakujące. Dlatego te filmy są świetne i dlatego żyją nawet dziś. Gdyby oni patrzyli na poprzedzające części i dumali: "O nie, nie możemy tego zrobić, bo to wykracza poza to czy owo", byłoby w tym względzie zupełnie inaczej.


Zdaniem Johnsona, jednym z powodów, dla których ta Saga wciąż się rozwija a nie tkwi w martwym punkcie, jest prowokowanie widzów do zgadywania, co może wydarzyć się dalej z ich ulubionymi postaciami.

Przypomnijmy, że wydarzenia z Ostatniego Jedi staną się punktem wyjścia dla części Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie. Premiera w grudniu tego roku.



Źródło: syfy.com / zdjęcie główne: Screen Rant