Oświadczenie synów Beaty Szydło. "Chcemy po prostu spokoju"


Oświadczenie synów Beaty Szydło. "Chcemy po prostu spokoju"

Dwaj synowie oraz synowa Beaty Szydło wydali oświadczenie, w którym apelują do mediów o uszanowanie ich prywatności. Piszą w nim o "niechcianej sławie" i publikacjach, które ukazały się wbrew ich woli.

"Chcemy po prostu spokojnie pracować, żyć i nie stanowić zainteresowania dla świata mediów oraz opinii publicznej. Zdajemy sobie sprawę, że nigdy do końca nie będzie to możliwe, jednakże ostatnie liczne publikacje medialne zmusiły nas do podjęcia bardziej zdecydowanych działań w imię ochrony sfery prywatności naszej oraz naszych najbliższych" - tłumaczą w oficjalnym piśmie Błażej, Tymoteusz i Beata Szydło (żona Błażeja Szydło).

Rodzina byłej premier tłumaczy, że przyczyną, dla której piszą oświadczenie jest "wzmożone zainteresowanie licznych ogólnopolskich i lokalnych mediów oraz portali internetowych" ich prywatnym życiem. "Informacje te, a niejednokrotnie także plotki, dotyczą szczegółów m.in. tak doniosłych dla nas wydarzeń jak ślub czy inne ważne uroczystości rodzinne. Powyższym artykułom prasowym niejednokrotnie towarzyszy także publikacja zdjęć z naszym wizerunkiem, na którą nigdy nie wyrażaliśmy zgody" - czytamy w ich liście.

Bliscy Beaty Szydło podkreślają, że chociaż większość artykułów na ich temat ma pozytywny wydźwięk, to nie chcą atencji mediów. "Niechciana 'sława' powoduje poczucie znacznego dyskomfortu psychicznego, a nasze działania stanowią przedmiot komentarzy i ocen dokonywanych m.in. przez internautów, w tym niejednokrotnie w bardzo obraźliwej formie. To wszystko odbija się negatywnie na naszym życiu prywatnym" - piszą. Jak podkreślają, "sprzeciwiają się instrumentalnemu wykorzystywaniu ich prywatnego życia".

Przypomnijmy, w mediach pojawiło się wiele plotek na temat bezterminowego urlopu, który wziął syn Beaty Szydło Tymoteusz, który jest księdzem. Nie wiadomo kiedy wróci do pełnienia posługi w parafii pod wezwaniem świętego Maksymiliana Męczennika w Oświęcimiu.

Amber Gold. Jest wyrok. Małgorzata Wassermann komentuje