Płużański: Reakcja ukraińskich władz wobec polskich studentów zdecydowanie zbyt surowa


Płużański: Reakcja ukraińskich władz wobec polskich studentów zdecydowanie zbyt surowa


Polscy studenci zostali zatrzymani we Lwowie za to, że na cmentarzu Orląt usiłowali odpalić race. Jak ocenia Pan tę sytuację?



Tadeusz Płużański: Z tego co słyszymy zatrzymani zostali młodzi ludzie, studenci ze Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej z Torunia. Udali się oni do Lwowa po to, by w ramach stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości uczcić też stulecie odzyskania Lwowa. No i w ramach tych uroczystości mieli nakręcić okolicznościowy film. Chcieli zapalić race. I za to spotkała ich surowa reakcja ukraińskich władz. Moim zdaniem reakcja zdecydowanie zbyt surowa.



Pytanie, czy faktycznie cmentarz jest miejscem, na którym race powinny być odpalane?



W internecie rozgorzała nawet dyskusja na ten temat. Niektórzy użytkownicy przekonywali, że na cmentarzu rac być nie powinno. Że to jest niegodne, miałoby uwłaczać pamięci zmarłych. A ja pozwolę sobie wszystkim przypomnieć pogrzeb Danuty Siedzikówny „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”, gdzie wśród władz państwowych, w obecności prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, rządu Rzeczypospolitej Polskiej, przedstawicieli Kościoła, znaleźli się ludzie, którzy odpalili race. I nikomu to nie przeszkadzało. To jest element polskiego świętowania, świętowania głównie przez młodych ludzi, kibiców, którzy w ten sposób wyrażają radość z Niepodległej. We Lwowie było zapewne podobnie.



Studenci popełnili jednak błąd, bo o chęci odpalenia rac należało powiadomić odpowiednie władze na Ukrainie. Nie zrobili tego. Teraz grożą im bardzo poważne konsekwencje karne.



Oczywiście jeżeli możemy mówić o błędzie, to było nim niezgłoszenie swoich zamiarów władzom we Lwowie. Jednak nie zmienia to faktu, że represje wobec tych polskich studentów są zdecydowanie przesadzone. I trzeba robić wszystko, żeby doprowadzić do ich oswobodzenia. To znaczy – oni nie są teraz zatrzymani formalnie, ale zabrano im dokumenty, nie mogą opuścić Lwowa. Grozi im aż do czterech lat więzienia. Trzeba apelować od ukraińskich instytucji, by mogli powrócić do Polski, bo nic takiego nie zrobili.