Po walce Joshua - Ruiz Jr II: Jak (dobrze) wydać 100 milionów?


Po walce Joshua - Ruiz Jr II: Jak (dobrze) wydać 100 milionów?
To, co udało się zrobić Arabii Saudyjskiej w ciągu 70 dni, pozostanie już pewnie niedoścignionym nigdzie indziej przykładem tego, co mogą zdziałać nieograniczone zasoby finansowe. Na pustynnym obszarze Ad-Diriyah, objętym historycznym patronatem UNESCO, powstał pięściarski diament: tymczasowy, supernowoczesny obiekt z pełnym zapleczem medialnym, przeznaczony dla 15 tysięcy kibiców. Za bagatela - 100 mln dolarów!"Cena nie gra roli" Te słowa słyszymy często, ale rzadko mają one przełożenie na rzeczywistość. Tutaj, w Rijadzie obowiązują - szczególnie jak wypowiadają je ludzie związani z Funduszem Publicznym, głównym sponsorem gali Joshua - Ruiz II w Rijadzie. Fundusz, bezpośrednio kontrolowany przez członków rodziny królewskiej, operuje budżetem w wysokości około 320 MILIARDÓW dolarów. Celem Funduszu jest "wzbogacenie życia mieszkańców Królestwa", a jeśli jego szef jest fanem boksu, a przede wszystkim Anthony’ego Joshui, to wiadomo, że nie ma rzeczy niemożliwych. Czterdzieści milionów - na start Książę bin Muhammad zaczął od przebicia Las Vegas i kilku aren w Wielkiej Brytanii w pojedynku o zorganizowanie rewanżowej walki Ruiza Jr z Joshuą. Ponieważ ma rozmach, przebił propozycje nie o parę milionów, tylko o 25, oferując Eddie Hearnowi rekordową - i pewnie niepowtarzalną - sumę czterdziestu milionów dolarów. Szefowi Matchroom Boxing nie podobał się jedynie pierwotny pomysł stworzenia kameralnego, "na 3-4 tysiące widzów" obiektu dla tak wielkiego pięściarskiego wydarzenia, więc organizatorzy zapytali, co trzeba zrobić, żeby wszyscy byli szczęśliwi. "Cały świat będzie to oglądał..." - odparł Eddie, więc szejkowie poszli na całość. Od zera do obiektu wartego igrzysk Przez 70 dni, ponad dwustu specjalnie wyszkolonych pracowników pracowało 24 godziny na dobę, żeby nie zawieść królewskich oczekiwań. Nie zawiedli, podobnie jak nie zawiodła organizacja. Logistyką zajmowali się ludzie Matchroom Boxing, mając do dyspozycji, co tylko potrzebują. Dojazd do Ad Diriyah zajmuje z centrum Rijadu jakieś pół godziny, a widok pojawiającego się znikąd, na pustyni, obiektu zapierał dech. Biuro prasowe godne igrzysk olimpijskich, zaplecze obiektu ze wszystkim co przydaje się dziennikarzom, a także kibicom. Liczba tzw. personalu pomocniczego wskazującego, gdzie trzeba pojść, mającego pomóc wszystkim, którzy przyjechali szacowana była na około... dwa tysiące osób. Nie sądzę, że była przesadzona, bo wystarczyło się zatrzymać i zacząć rozglądać, by zjawił się ktoś z pytaniem “jak mogę pomóc?” Diriyah Arena, otwarty stadion z tylko ringiem przykrytym dachem (przydało się bo po raz drugi w roku, akurat tego dnia padał deszcz!) musiał robić wrażenie. Ring otoczony planszami świetlnymi i ekranami zbliżającymi każdego widza do akcji, nie ma konkurencji na żadnej sali świata - mówię to z pełnym przekonaniem, po objeżdżeniu chyba każdej gali i hali w USA i Europie. Szefowie projektu z saudyjskiego Funduszu Publicznego mówili mi, że ich następna impreza "będzie jeszcze lepsza". Przez sekundę chciałem odpowiedzić, że to niemożliwe... ale zdałem sobie sprawę, że mogą wydać 200 milionów i przebiją sami siebie. Przemysław Garczarczyk z Rijadu, Polsat Sport