Pracownik stracił przytomność, a szefowa wywiozła go do lasu. Kobieta usłyszała zarzuty


Pracownik stracił przytomność, a szefowa wywiozła go do lasu. Kobieta usłyszała zarzuty

Do sądu wpłynął akt oskarżenia ws. śmierci ukraińskiego pracownika firmy spod Nowego Tomyśla. Zwłoki mężczyzny znaleziono w czerwcu w lesie niedaleko miejscowości Skoki (woj. wielkopolskie), oddalonej o ok. 120 km od jego zakładu pracy. Wywiozła go tam jego szefowa, gdy pracownik stracił przytomność.

Akt oskarżenia skierowano przeciwko właścicielce firmy Grażynie F. oraz Serhiejowi H. - pracownikowi, który pomógł kobiecie przewieźć nieprzytomnego kolegę do lasu.

Śledczy ustalili, że Wasyl C. 12 czerwca zasłabł w swoim miejscu pracy, w firmie stolarskiej nieopodal Nowego Tomyśla. - W momencie, gdy Wasyl C. dostał ataku Grażyna F. kazała wszystkim opuścić zakład i pozostał tylko oskarżony Serhij H. Grażyna F. zabroniła swojemu pracownikowi wezwać pogotowie ratunkowe. Oskarżony Ukrainiec próbował reanimować Wasyla C. - tłumaczy rzecznik prokuratury Okręgowej w Poznaniu Michał Smętkowski.

Grażynie F. zarzucono, że nie udzieliła Wasylowi C. niezbędnej pomocy w sytuacji bezpośredniego zagrożenia jego życia, oraz że nie wezwała pomocy medycznej. Według prokuratury kobieta przez swoje zachowanie nieumyślnie doprowadziła do śmierci swojego pracownika. F. nie przyznała się do winy, twierdząc, że gdy zorientowała się, że mężczyźnie coś dolega, Wasyl C. już nie żył, więc wezwanie pogotowia "nie miało sensu".

Serhij H., który jest oskarżony o to, że utrudnił postępowanie karne pomagając Grażynie F. zatrzeć ślady przestępstwa poprzez pomoc w załadunku zwłok do samochodu, którym kobieta wywiozła jego kolegę. Jak twierdzi prokurator Smętkowski, Ukrainiec może zostać objęty nadzwyczajnym złagodzeniem kary. Oskarżony miał działać w stanie przymusu, gdyż obawiał się deportacji i braku wypłaty w przypadku odmowy pomocy szefowej.

Nocna narada PiS ws. nowego rządu. Gowin zdradza szczegóły