Pracownik z Ukrainy, który został porzucony w lesie, nie żyje. RPO interweniuje


Pracownik z Ukrainy, który został porzucony w lesie, nie żyje. RPO interweniuje


Adam Bodnar zainteresował się sprawą śmierci pracownika z Ukrainy, który zasłabł w trakcie pracy. Z medialnych doniesień wynika, że właścicielka firmy z Jastrzębska wywiozła mężczyznę do lasu. Zdaniem RPO istnieje podejrzenie, że pracodawca mógł nie przestrzegać podstawowych zasad wynikających z przepisów prawa pracy, w tym legalności zatrudniania cudzoziemców. Dlatego Rzecznik wystąpił do Głównego Inspektora Pracy – Departamentu Legalności Zatrudnienia o poinformowanie o podjętych czynnościach kontrolnych wobec pracodawcy zmarłego. Chodzi o ustalenie przyczyn i okoliczności zdarzenia oraz o zagadnienia dotyczące: legalności zatrudnienia cudzoziemców, obowiązku opłacania składek na ubezpieczenia społeczne, obowiązku opłacania składek na Fundusz Pracy, przygotowania pracowników do prac oraz przestrzegania przepisów dotyczących technicznego bezpieczeństwa pracy.


Grażyna F. zabroniła jednak wzywać pogotowie



Jak podaje poznańska „Wyborcza”, Wasyl Czornej pochodził z okolic Śniatynia na zachodzie Ukrainy. Do Polski przyjechał kilka miesięcy temu, podejmując pracę na budowie oraz dorabiając sobie w zakładzie stolarskim we wsi pod Nowym Tomyślem w Wielkopolsce, gdzie wyrabiano trumny. Z relacji współpracowników 36-latka wynika, że 12 czerwca dostał drgawek i zasłabł. Tego dnia w zakładzie było bardzo gorąco, a w powietrzu unosiły się opary olejów i farb. Pracownicy widząc, co dzieje się z Czornejem, zawiadomili szefową. Grażyna F. zabroniła jednak wzywać pogotowie i kazała wszystkim rozejść się do domów. 53-latka zatrudniała obywateli Ukrainy na czarno, przez co prawdopodobnie bała się konsekwencji prawnych.



Następnego dnia w lesie pod Skokami znaleziono ciało mężczyzny. Denat nie miał przy sobie dokumentów i telefonu, ubrany był w strój roboczy. od początku podejrzewali, że jest cudzoziemcem. Chociaż porzucono go 125 kilometrów od miejsca pracy, to udało się ostatecznie ustalić, gdzie był zatrudniony. Funkcjonariusze rozpoczęli również poszukiwania innego pracownika, który zniknął tuż po tym, jak zasłabł Czornej. Okazało się, że mężczyzna wiedział o tym, że szefowa wywiozła Ukraińca do lasu i ukrył się w jednym z hosteli w Łomży. Mundurowi zatrzymali Grażynę F., a 53-latka usłyszała już zarzuty nieudzielenia pomocy nieprzytomnemu mężczyźnie oraz nieumyślnego spowodowania śmierci. Grozi jej za to do pięciu lat pozbawienia wolności. Z podobnymi konsekwencjami musi liczyć się obywatel Ukrainy, który ukrywał się i zatajał informacje na temat tego, co stało się z 36-latkiem.