Prawie codziennie na pasach ginie pieszy. A 85 proc. kierowców jedzie za szybko przed przejściem


Prawie codziennie na pasach ginie pieszy. A 85 proc. kierowców jedzie za szybko przed przejściem

W niedzielę zginął ojciec, który przechodził przez przejście na Bielanach wraz z żoną i dzieckiem w wózku. A wcześniej 81-latek w Zabrzu, 67-latek w  Skarżysku-Kamiennej, kobieta w Dąbrowie Górniczej, mężczyzna z Koszalinie. Tragedia, do której doszło w Warszawie, poruszyła wielu. Ale to nie jednostkowe wydarzenie, a przerażająca norma. W 2018 roku zginęło 803 pieszych - z czego 285 zostało zabitych na pasach. Zatem prawie codziennie na przejściu dla pieszych - gdzie ci powinni być bezpieczni - ginie człowiek. 

Statystyka ofiar śmiertelnych potrąceń jest najbardziej wstrząsająca, jednak "tylko" odniesienie ran w wyniku potrącenia często oznacza kalectwo, długą rehabilitację, wiążące się z tym koszty i cierpienie. A takich osób jest dużo więcej: w 2018 roku 6918 pieszych odniosło obrażenia w wyniku wypadku. 

Jasne wydaje się, że piesi są najbardziej narażonymi uczestnikami ruchu. Ale warto wiedzieć, że potwierdzają to dane. Jedno na dziesięć potrąceń kończy się śmiercią pieszego. 

Za większość potrąceń odpowiadają kierowcy

W dyskusji o tym, jak poprawić bezpieczeństwo na drogach, pojawiają się często argumenty obarczające winą pieszych: że są zagapieni w telefony, że "wbiegają na jezdnię", że ofiary to osoby starsze lub dzieci, które nie uważają na jezdni. Ale dane pokazują zupełnie inny obraz sytuacji na polskich drogach.

W 2018 roku do ponad 80 proc. wypadków z udziałem pieszych doszło w miejscach, które są udostępnione dla ruchu pieszego - głównie na pasach. Według policyjnych statystyk do 2/3 przypadków potrącenia pieszego dochodzi z winy kierującego pojazdem. Przyczyną 60 proc. z tych wypadków jest nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu dla pieszych. W tego typu wypadkach zginęło w ubiegłym roku 215 osób. 

"Wtargnięcie na jezdnię" to mit, a kierowcy prawie zawsze jadą za szybko

Więcej światła na relacje pieszy-kierowca na drogach rzucił opublikowany w tym roku raport Instytutu Transportu Samochodowego (ITS), do którego pierwszy dotarł serwis brd24.pl. Przedstawione w nim dane obaliły niektóre mity związane z wypadkami z udziałem pieszych dotyczące m.in. "wtargnięcia na jezdnię" czy zagapienia w telefon: tylko 8 proc. wszystkich obserwowanych pieszych przechodziła w miejscach niedozwolonych, a 7 proc. - na czerwonym świetle; 5 proc. pieszych rozmawiało przez telefon, a 1 proc. pisało SMS-y na przejściu. Odsetek osób, które "wtargnęły na jezdnię" był znikomy - na próbie 6000 tys. osób zarejestrowano 26 takich przypadków, zatem 0,43 proc. 

Badacze sprawdzili nie tylko zachowania pieszych, lecz także kierowców. Co się okazało? W obszarach o ograniczeniu prędkości do 50 km/h 85 proc. kierowców przekracza prędkość, dojeżdżając do przejścia dla pieszych. W obszarach, gdzie obowiązuje wyższe ograniczenie, odsetek przekraczających prędkość był jeszcze większy. 

Pojazdy w rejonie przejść dla pieszych (na odcinku 100 m) poruszają się z dużymi prędkościami i często przekraczającą prędkość dozwoloną w danym obszarze. Stanowi to bardzo duże zagrożenie dla pieszych chcących przejść przez jezdnię

- czytamy w podsumowaniu raportu. Jego autorzy rekomendują m.in. "zintensyfikowanie działań mających na celu radykalne zmniejszenie rzeczywistych prędkości pojazdów w pobliżu przejść dla pieszych". Piszą też, że "należy zintensyfikować działania edukacyjne mające na celu zmianę zachowań kierowców poprzez zapoznanie ich z wpływem prędkości na bezpieczeństwo pieszych".

W lipcu organizacje Miasto Jest Nasze oraz Akcja Miasto ogłosiły akcję "Chodzi o życie", w której apelowały o pilne działania na rzecz chronienia życia i zdrowia pieszych. Przyłączyło się do niej kilkanaście organizacji. Ich główne postulaty to pierwszeństwo dla pieszych wchodzących na przejście, wzrost kwot mandatów, ograniczenie prędkości w terenie zabudowanym i realna egzekucja przepisów drogowych.  Odwołują się m.in. do raportu i danych na temat 85-90 proc. kierowców, którzy przekraczają prędkość przed przejściami. 

"Polscy kierowcy to źli kierowcy. Oni są po prostu zdziczali"

Temat bezpieczeństwa pieszych był poruszany niedawno na konwencie "Współpraca międzysektorowa i innowacje na rzecz bezpieczeństwa drogowego", organizowanym przez Fundację "Nadzieja". W mocnych słowach o sytuacji na drogach w Polsce mówił Tomasz Tosza z Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Jaworznie. Na samym początku zwrócił uwagę, że w krajach Europy Zachodniej temat bezpieczeństwa na drogach jest traktowany poważniej. 

- Mieszkam w kraju, gdzie wskaźnik liczby wypadków śmiertelnych na liczbę przejechanych kilometrów jest najwyższy w Europie - zaczął. Wspomniał, że w Jaworznie wprowadzono zmiany w myśl idei "wizja zero" - wg której nie do zaakceptowania jest, by ludzie ginęli w wypadkach komunikacyjnych. Dzięki temu przez 19 miesięcy w mieście nie było wypadku z ofiarą śmiertelną. 

Tosza przekonywał, że nierealną odpowiedzią jest problem wypadków jest lepsze szkolenie 25 mln kierowców w Polsce. - Nie uważam zresztą, że polscy kierowcy to źli kierowcy. Oni są po prostu zdziczali. Trzeba ich udomowić - mówił. Argumentował też, że nie trzeba na siłę szukać innowacji, gdyż takie innowacje są już opracowywane od dawna w innych krajach i trzeba je po prostu wprowadzać. 

"To kierowcy zabijają pieszych"

- Infrastruktura musi rozmawiać z kierowcami. Nie znaki, a droga ma mówić kierowcy, jak się zachować. Ma być tak skonstruowana, żeby bez patrzenia na prędkościomierz można było nią przejechać z prędkością przewidzianą przez przepisy - powiedział.  Odniósł się do danych z raportu na temat przekraczania prędkości przez 85 proc. kierujących.

Jeżeli w rejonie przejść dla pieszych nie przestrzegają, to co się dzieje w pozostałych rejonach dróg? Mamy zdziczałych kierowców, a policja i samorządy nie mają narzędzi, aby to zdziczenie powstrzymać

- stwierdził. Wśród koniecznych rozwiązań wymienił m.in. zwężanie pasów ruchu; projektowanie przejść dla pieszych tak, że kierowca musi zwolnić; odejście od niechronionych przejść na dwupasmówkach. 

Raport ITS pokazał bardzo wyraźnie: to kierowcy zabijają pieszych. Piesi bardzo dobrze dbają o swoje bezpieczeństwo, tylko są przez tych zdziczałych kierowców zabijani. Również z powodu złego prawa 

- powiedział Tosza. Zauważył, że choć potrzebna jest zmiana przepisów, to temat bezpieczeństwa na drogach nie był nawet tematem kampanii wyborczej. - Nikt nic z tym nie zrobi. A wystarczyło zrobić prostą rzecz: dać pierwszeństwo pieszym przed wejściem na przejście. Kierowcy nie widzą pieszych, bo się nie rozglądają. A nie rozglądają się dlatego, że nie muszą. Bo za każdym razem będą próbowali wciskać policjantom ciemnotę, że "wtargnął". A u nas najwięcej wtarga 70-letnich starszych pań  - stwierdził.