Premier zapowiedział "estoński CIT" dla małych firm. Wyjaśniamy, o co chodzi


Premier zapowiedział "estoński CIT" dla małych firm. Wyjaśniamy, o co chodzi

"Estoński CIT" ma być nowym rozwiązaniem rządu, które pomoże w rozwoju mikro i małym firmom - zapowiedział w swoim expose premier Mateusz Morawiecki. Oznacza to, że mniejsze spółki zapłacą podatek od dochodu dopiero w momencie wypłaty zysku. Co to oznacza?

  • Premier w swoim expose zapowiedział kilka zmian w CIT dla małych firm
  • Rząd planuje obniżkę podatku CIT do 2 milionów złotych obrotu
  • Wprowadzi też tzw. "estoński CIT", który przesuwa w czasie moment zapłacenia podatku

"Estoński CIT" - na czym polega zmiana zapowiedziana w expose premiera?

- Przebudujemy dalej system podatków. Wprowadzimy kolejne ulgi dla mniejszych przedsiębiorców. Wprowadzimy tzw. estoński CIT dla mikro i małych firm - zapowiedział Mateusz Morawiecki. Jest to rozwiązanie, które w najprostszym ujęciu oznacza zmianę momentu zapłacenia podatku.

Obecnie podatek CIT płacony jest przez firmy od wypracowanego w danym roku zysku. W modelu "estońskim" jednak firmy będą musiały zapłacić CIT dopiero w momencie wypłaty zysku, np. w formie dywidendy. To zaś oznacza, że dopóki pieniądze z zysku zostają w firmie i są na przykład inwestowane w kolejne przedsięwzięcia, środki itd., dopóty spółka nie płaci podatku CIT.

Jak wyjaśnia w swoim artykule na ten temat firma doradcza Grant Thornton, "estoński CIT" byłby swoistą ulgą podatkową na inwestycje - w tym przypadku dla mikro i małych firm:

Według obecnych przepisów, każda inwestycja w firmie jest niejako dwukrotnie opodatkowana – obłożona jest nie tylko stawką 23 proc. VAT, ale też 19 proc. CIT. Jeśli bowiem firma chce zainwestować cały uzyskany w minionym roku zysk, musi najpierw odprowadzić 19 proc. CIT do budżetu państwa, a tylko pozostałe 81 proc. może przeznaczyć na rozwój. Po wprowadzeniu podatku estońskiego, reinwestowane mogłoby być 100 proc. zysku. Byłoby to spełnienie promowanego obecnie pomysłu „cała Polska strefą ekonomiczną” i to bez kosztownej administracji stref.

Jakie korzyści przyniósłby "estoński CIT" polskiej gospodarce?

Według Dariusza Bednarskiego, partnera w Grant Thornton, estoński model CIT zarówno stymulowałby rozwój inwestycji prywatnych, jak i ułatwiałby kumulowanie kapitału w sektorze przedsiębiorstw i "zniechęcałby do wypłaty dywidendy za granicę przez firmy z obcym kapitałem". Szczególnie ten pierwszy efekt, czyli wzrost inwestycji prywatnych, może być istotny dla rządu PiS. Jak opisywaliśmy, nastroje w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw w październiku były najgorsze od początku prowadzenia badania, szczególnie w kwestii planowanych inwestycji. Tymczasem inwestycje prywatne miały być jednym z "oczek w głowie" gospodarki według gabinetu Mateusza Morawieckiego. W marcu 2019 r. pierwszy raz w historii kraju inwestycje prywatne rosły wolniej niż PKB.

Dodatkowo, wskazuje GT, model z Estonii miałby również efekt deregulacyjny: podatnicy objęci estońskim CIT mogliby zostać zwolnieni z obowiązku prowadzenia ewidencji księgowej dla celów podatkowych, bo "do ustalenia wysokości podatku wystarczyłoby udokumentowanie wypłaty dywidendy".

Warto dodać, że pomysł na wprowadzenie estońskiego CIT nie jest w Polsce nowy. W lutym 2018 r. postulowała wdrożenie takiego modelu Fundacja Pomyśl o Przyszłości, a we wrześniu 2019 r. proponował to podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy prof. Andrzej Rzońca, główny ekonomista Platformy Obywatelskiej.

WARTO WIEDZIEĆ: