Ratownicy musieli ściągnąć Artura Szpilkę i jego psa z gór. "Ludzie traktują śmigłowiec GOPR jak taxi"


Ratownicy musieli ściągnąć Artura Szpilkę i jego psa z gór. "Ludzie traktują śmigłowiec GOPR jak taxi"

Wczoraj pisaliśmy o tym, że bokser Artur Szpilka wraz ze swoją partnerką, innymi sportowcami oraz swoim psem wybrał się w Karkonosze. Pomimo trudnych warunków w górach i licznych ostrzeżeń, postanowili wybrać się na szczyt Śnieżki. Warunki szybko się jednak zmieniły i okazało się, że nie dadzą rady - utkwili w Domu Śląskim, schronisku na wysokości 1400 m. n.p.m. W złym stanie było przede wszystkim zwierzę. Artur Szpilka poprosił o pomoc GOPR

Artur Szpilka i jego pies uratowani przez GOPR

Ratownicy zareagowali na zgłoszenie i zarówno pies, jak i właściciel zostali ściągnięci z góry helikopterem. Dla wielu osób, które przeczytały nasz artykuł, cała sytuacja była bulwersująca. Uważają, że akcja powinna zostać opłacona z portfela sportowca:

Nie rozumiem ludzi, którzy mimo ostrzeżeń wybierają się w góry, a później inni muszą ryzykować, żeby ich ratować. Powinni być obarczani kosztami akcji ratowniczych.
W normalnych krajach za taką akcję ratunkową na własne życzenie trzeba płacić, co skutecznie odstrasza idiotów. W Polsce mamy program dofinansowania i wspierania debilizmu, kretynizmu, nieudacznictwa i innych patologii. Ale co tam.... stać nas.
Ludzie zaczynają traktować śmigłowiec GOPR jak taksówkę. Powinno się rachunki za takie akcje wystawiać.

Zobacz także:  Artur Szpilka dziękuje GOPR-owcom za ewakuację jego psa. "Pumbusiowi zaczęły marznąć uszka"

Wielu z nich jest oburzonych również tym, że Artur Szpilka i jego znajomi wzięli w góry psa. Uważają, że zwierzę nie mogło być gotowe na wyprawę w tak trudnych warunkach.

Chyba nie wie, że ta rasa bardzo krótko może przebywać na zewnątrz w takich temperaturach.
Geniusz powinien mieć dożywotni sądowy zakaz zbliżania się do zwierząt. Pozwolenie na misia pluszowego tylko za zgodą sądu.
Trzeba było tylko psa przetransportować. Bokser niechby zapierniczał o własnych siłach.

Skrytykowano również partnerkę Artura Szpilki. Wczoraj bardzo ostro odpowiadała osobom, które komentowały sytuację. Agresywnie odpierała zarzuty o tym, że nie wolno tak traktować zwierząt. Zapowiadała również, że na drugi dzień pies Pumba ponownie ruszy z nimi w góry. 

Za te jej teksty wszyscy powinni zapłacić za akcję ratowniczą. Bezczelnie pisze, że ponownie wyjdą w góry i będą się narażać na niebezpieczeństwo. Można pomyśleć, że rozumu jej brakuje.
Niech jutro też idzie, skoro chce, a pieska niech zostawi, bo on z pewnością i sympatyczniejszy i mądrzejszy od swojej pańci.