Stąd wzięła się teoria o zamachu w Smoleńsku. "To on pierwszy o tym powiedział już trzy godziny po katastrofie"


Stąd wzięła się teoria o zamachu w Smoleńsku. "To on pierwszy o tym powiedział już trzy godziny po katastrofie"

10 kwietnia 2010 r. prof. Antoni Dudek siedział w studiu TVN, gdy zaczęły spływać doniesienia o problemach z prezydenckim samolotem. Z trudem powstrzymywał emocje, komentując śmierć Lecha Kaczyńskiego. W rozmowie z Wirtualną Polską mówi o tym, kto pierwszy zaczął rozpowszechniać teorię o zamachu.

Podziel się
Prof. Antoni Dudek wspomina 10 kwietnia
Prof. Antoni Dudek wspomina 10 kwietnia (Agencja Gazeta, Fot: Robert Kowalewski)
image

10 kwietnia przed godz. 9:00 miał pan komentować w studiu TVN wizytę prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu.

A musiałem komentować tragiczne wydarzenie, przy którym najlepiej byłoby milczeć. To było najtrudniejsze 30 minut na wizji w moim życiu.

Kiedy dotarła do pana pierwsza informacja, że coś złego dzieje się z samolotem?

image

Chyba w charakteryzatorni usłyszałem, że program, uroczystości się opóźnią, bo są problemy techniczne z samolotem. Nie powiedziano nam, że doszło do katastrofy, choć dziennikarze już mieli takie informacje, tyle że niepotwierdzone i nie chcieli wzbudzać paniki. Tuż przed wejściem na wizję dostałem informację, że doszło do jakiegoś wypadku. Zdążyłem tylko zadzwonić do żony. Z delegacją leciał jej szef, prezes NBP. Powiedziałem jej, że prawdopodobnie wydarzyło się coś złego i żeby włączyła telewizor.

W studiu dołączył pan do prowadzącego program Jarosława Kuźniara i Wojciecha Olejniczaka.

Trzecim gościem był rosyjski dziennikarz Władimir Kirianow. Usiedliśmy i niemal od razu usłyszeliśmy, że doszło do katastrofy. Początkowo nie było nawet wiadomo, który samolot spadł. Chwilę wcześniej lądował Jak z dziennikarzami i były domysły, że to ten się rozbił. Ale po kilku minutach prowadzący powiedział, że to maszyna z prezydentem spadła.

Pamięta pan moment, gdy usłyszał, że wszyscy zginęli?

image

To było okropne. Co wtedy mówić? Przecież najlepiej zamilknąć, ale trwa program i trzeba komentować. W pewnej chwili nawet Jarosławowi Kuźniarowi zabrakło słów, zaczął się mylić przy nazwie samolotu i wprost powiedział na antenie: panie Antoni, proszę mi pomóc. To były ogromne emocje.

A pan miał moment załamania?

Następnego dnia – ja w takich sytuacjach zwykle reaguje z opóźnieniem. Natomiast w studiu najgorszą chwilą było oczywiście odczytywanie listy pasażerów. Beacie Tadli, która dołączyła do Jarosława Kuźniara, łamał się głos. Wiedziałem, że tupolewem leciał mój ówczesny szef czyli prezes IPN Janusz Kurtyka, oczywiście para prezydencka i sporo ludzi, których miałem zaszczyt wcześniej poznać. Dla mnie do dziś niewyobrażalne jest to, że na pokład jednego samolotu zaproszono szefów wszystkich sił zbrojnych. To nigdy nie powinno się zdarzyć i do dziś się gotuję, gdy o tym myślę.

Siedzący obok pana Wojciech Olejniczak w pewnym momencie wybiegł ze studia.

image

Właśnie usłyszał, że zginęli jego przyjaciele, mentorzy polityczni. Nie dziwię się, że chciał pobyć sam. Bardzo przeżywał kolejne doniesienia na temat tego, co wydarzyło się w Smoleńsku. Nie był w stanie powstrzymać emocji, co jest zupełnie zrozumiałe w takiej sytuacji. To były upiorne chwile. Starałem się udzielać merytorycznego komentarza i w pewnym momencie zacząłem tłumaczyć, że zgodnie z konstytucją w momencie śmierci prezydenta władzę w kraju przejmuje marszałek Sejmu. Później ludzie mi zarzucali, że kilka minut po tym, jak zginął Lech Kaczyński już ogłaszałem władzę Bronisława Komorowskiego, a przecież tylko tłumaczyłem widzom, jak wyglądają procedury wynikające z Konstytucji.

Jak informację o katastrofie przyjął siedzący w studiu rosyjski dziennikarz?

Kirianow na początku zachował się bardzo elegancko. Złożył kondolencje, ale po chwili chyba jako pierwszy zaczął obwiniać polskich pilotów i podważać odpowiednie przygotowanie samolotu. Przekonywał, że rosyjskie lotnisko jest świetnie wyposażone i na pewno nie tu należy szukać winnych. Nie miałem wówczas pojęcia, jak wygląda to lotnisko, więc wtedy z nim nie polemizowałem. W pewnym momencie Kirianow stwierdził, że wszystkie rosyjskie lotniska są bardzo dobrze wyposażone, ładnie położone w pobliżu lasów. To było surrealistyczne, bo przecież las odegrał pewną rolę w katastrofie smoleńskiej.

Zszedł pan z wizji do zupełnie innej rzeczywistości.

image

Wszystko działo się bardzo szybko. Wróciłem do domu i włączyłem komputer. Czytałem wszystko, co było na temat katastrofy w internecie. Szybko na portalu Salon 24, na którym prowadzę bloga, natrafiłem na wpis, po którym wiedziałem, że nic już nie będzie wyglądało tak, jak wcześniej. Redaktor naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz około południa, czyli trzy godziny po katastrofie napisał, że jego zdaniem doszło do zamachu na Lecha Kaczyńskiego. Wydawało mi się, że jeśli takie poglądy będą rozpowszechnianie, to zbierze się tłum i pójdzie palić rosyjską ambasadę. Spotkałem go tego samego dnia w telewizji i w kilku ostrych zdaniach powiedziałem, co sądzę o jego wpisie. Obruszył się, że przesadzam i ostatecznie miał rację. Minęło osiem lat, a zwolennicy teorii o zamachu żadnego ataku na ambasadę nie dokonali.

Jak długo katastrofa smoleńska będzie jednym z głównych tematów debaty publicznej?

Ta rana w końcu się zabliźni. Ale zawsze będą ludzie, którzy będą tym żyli. Są przecież tacy, którzy nadal spekulują na temat przyczyn śmierci gen. Sikorskiego w 1943 r., a to nieporównywalne wydarzenia. Na pewno to będzie element walki politycznej przynajmniej do roku 2020. Jeśli okaże się, że Donald Tusk nie będzie startował na prezydenta, albo wystartuje i przegra, to temat Smoleńska zostanie przypuszczalnie zamknięty w sensie politycznym. Na pewno zaś przejdzie do historii, gdy ze sceny politycznej odejdą Tusk i Kaczyński.

Także w świadomości społecznej?

image

Z czasem tak. Pozostaną tylko ci, którzy będą szukać sensacji, forsować swoje teorie. No i na zawsze pozostanie to fundamentalnym wydarzeniem w sensie historycznym. Smutne jest tylko to, że gdy teraz zapyta się na ulicy przeciętnego człowieka, kim byli pasażerowie tupolewa, to odpowie zapewne, że głównie politykami PiS. A przecież tam zginęli ważni przedstawiciele wszystkich partii oraz bezpartyjni, którzy na różnych stanowiskach służyli Polsce. To była i jest tragedia nas wszystkich, a nie tylko jednego środowiska politycznego, które choć dotknięte zostało nią najmocniej, to nie powinno monopolizować tej sprawy. Ubolewam, że inne formacje polityczne tak łatwo oddały PiS temat katastrofy smoleńskiej.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz także: Gorzkie wnioski wicemarszałka Tyszki po decyzji Kaczyńskiego