Swastyki z płomieni i wafelków. Miłośnicy Hitlera dostali pieniądze z odpisów podatkowych


Swastyki z płomieni i wafelków. Miłośnicy Hitlera dostali pieniądze z odpisów podatkowych

Stowarzyszenie Duma i Nowoczesność, o którym głośny reportaż został wyemitowany w styczniu tego roku, wciąż jest organizacją pożytku publicznego. To oznacza, że wciąż może uzyskiwać wpływy z dochodu podatników.

1038,60 - to kwota, jaką z jednego procenta podatku dochodowego za 2017 rok otrzymało Stowarzyszenie Duma i Nowoczesność. Jak zauważa "Rzeczpospolita", na liście opublikowanej przez ministerstwo finansów, wśród organizacji pożytku publicznego otrzymujących wpływy z podatków miłośnicy Adolfa Hitlera znaleźli się wśród fundacji i stowarzyszeń, niosących pomoc chorym dzieciom lub osobom niepełnosprawnych.

Członków Dumy i Nowoczesności można było oglądać w reportażu, wyemitowanym w styczniu 2018 r. przez "Superwizjer" TVN. Dziennikarzom, którzy przeniknęli do struktur stowarzyszenia udało się nagrać ukrytą kamerą imprezę z okazji 128. rocznicy urodzin wodza III Rzeszy. Odbyła się w lesie pod Wodzisławiem Śląskim.

Urodziny Hitlera w lesie na Śląsku

Wielu z jej uczestników miało na sobie mundury Wehrmachtu i SS i wznosili toasty za "Hitlera i naszą ojczyznę, ukochaną Polskę". Był nawet tort ozdobiony wafelkami ułożonymi w kształt... swastyki. Symbol III Rzeszy, nasączony podpałką do grilla płonął też między drzewami.

Dlaczego stowarzyszenie nie zostało usunięte z listy organizacji pożytku publicznego? Zdaniem ministerstwa finansów nadzór nad nimi sprawuje Narodowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.

"Tylko sąd rejestrowy może wykreślić informację o posiadaniu przez organizację statusu organizacji pożytku publicznego" - mówi "Rzeczpospolitej" Jan Zujewicz z biura komunikacji i promocji Narodowego Instytutu Wolności. Sąd jednak, zamiast zdelegalizować stowarzyszenie, zdecydował się na wprowadzenie kuratora. Z zapowiedzi polityków PiS, które padały tuż po emisji reportażu w TVN niewiele więc wyszło. "Nie ma przyzwolenia na tego typu zachowania i symbole" - grzmiał na Twitterze premier Mateusz Morawiecki.