„To wskaźnik stanu zdrowia demokracji”. Zagłosowało 61,1 proc. wyborców


„To wskaźnik stanu zdrowia demokracji”. Zagłosowało 61,1 proc. wyborców

61,1 proc. uprawnionych do głosowania wzięło udział w wyborach parlamentarnych do Sejmu i Senatu. To rekord frekwencji w ostatnich 30 latach.

Tysiące obywateli dopisuje się do spisu wyborców w Warszawie. To rekordowa liczba

Od kilkudziesięciu minut do ponad godziny spędziły w kolejkach w stołecznych urzędach dzielnic te osoby, które aby głosować w Warszawie, musiały...

zobacz więcej

Wyższa była tylko frekwencja w wyborach „kontraktowych” 4 czerwca 1989 r. (62,7 proc.) W pierwszych w pełni wolnych wyborach w 1991 r. była już znacznie niższa i wynosiła 43,2 proc.

Najmniej uprawnionych skorzystało z prawa głosu w wyborach parlamentarnych w 2005 r. (40,6 proc.), najwięcej – nie licząc tych właśnie zakończonych – dwa lata później, w przedterminowych wyborach w 2007 r. (53,9 proc.)

W ciągu trzydziestolecia trudno wyodrębnić trend spadku czy wzrostu frekwencji wyborczej. W 1993 r. frekwencja była o wiele wyższa niż dwa lata wcześniej (52,1 proc. w stosunku do 43,2 proc.), by następnie stopniowo spadać do wspomnianego minimum w 2005 r.

Po 2007 r. (53,9 proc.) frekwencja spadła cztery lata później do 48,9 proc., a w 2015 r. znów wzrosła do 50,9 proc.

Choć frekwencja nie ma bezpośredniego wpływu na ważność wyborów, to jej wzrost jest dobrym znakiem.

– Frekwencja to wskaźnik stanu zdrowia demokracji, wyraz akceptacji tego, jak ona działa. Niska frekwencja to słaby mandat do rządzenia dla tych, którzy wygrali – mówił prof. Kasper M. Hansen z Uniwersytetu w Kopenhadze, który kilka miesięcy temu gościł w Polsce.

W Danii ów „wskaźnik zdrowia demokracji” jest na poziomie znacznie wyższym niż w naszym kraju. W ostatnich wyborach do Zgromadzenia Ludowego (Folketinget) w czerwcu 2019 r. wzięło udział 84,5 proc.

To jeden z wyższych wyników w Europie, ale nie najwyższy. Najpilniej spełniają obywatelski obowiązek Maltańczycy. W 2017 r. frekwencja w wyborach parlamentarnych na Malcie sięgnęła 92,1 proc.

Na drugim miejscu w Europie pod względem frekwencji plasuje się Luksemburg (89,7 proc.), na trzecim – Belgia (88,7 proc.).

Polska jest jednym z krajów o najniższej frekwencji wyborczej na naszym kontynencie. Gorzej jest między innymi na Litwie (w wyborach do Sejmu RL w 2016 r. głosowało 50,6 proc. uprawnionych) i Łotwie (54,6 proc.).

Wśród naszych środkowoeuropejskich sąsiadów względnie wysoką frekwencją wyróżniają się Węgry (70,2 proc. frekwencji w wyborach do Zgromadzenia Narodowego). W Estonii udział w ostatnich wyborach do Riigikogu wzięło 63,7 proc. uprawnionych. W Czechach frekwencja w wyborach do Izby Poselskiej wynosiła 60,8 proc, a na Słowacji deputowanych do Rady Narodowej wybierało 59,8 proc. uprawnionych.

image

źródło: