Turyści idą dziś w góry mimo ostrzeżeń ratowników. "Jak coś się stanie, przyjdziecie po nas"


Turyści idą dziś w góry mimo ostrzeżeń ratowników. "Jak coś się stanie, przyjdziecie po nas"

W okolicach Zakopanego dziś znów możliwe są burze. Po czwartkowej tragedii - kiedy od uderzenia pioruna zginęły cztery osoby, a 30 zostało poważnie rannych - szlak na Giewont jest zamknięty. Ale w Tatrach w ten weekend znów są tłumy turystów. Chociaż dziś synoptycy również ostrzegają przed burzami.

- Dziś - burze są prognozowane na krańcach południowo-zachodnich i zachodnich, zwłaszcza w górach. Mogą im towarzyszyć opady dochodzące do 20-35 mm, a także porywy wiatru 60-70 km/h, nie można wykluczyć porywów do 80 km/h - czytamy na Twitterze IMGW.


To jednak ostatni weekend wakacji i wydaje się, że wielu bagatelizuje ostrzeżenia. -Wielu turystów zachowuje się w górach nieodpowiedzialnie" - mówił w TOK FM naczelnik bieszczadzkiej grupy GOPR Krzysztof Szczurek.

- Rano, po komunikatach, oczywiście dzwonią i pytają. Odradzamy, czasem przez 10 - 15 minut. Na koniec słyszymy "jeżeli coś się stanie, to i tak po nas przyjdziecie". Takie sytuacje się zdarzają, turyści nie ponoszą odpowiedzialności. A to też generuje koszty, których pokrycia musimy szukać sami. Nie jesteśmy finansowani w stu procentach przez państwo. Kiedy jest wezwanie, nikt nie patrzy na koszty, idzie się ratować człowieka - tłumaczył.

Państwo finansuje pracę ratowników górskich tylko w 60-ciu procentach.

Od lat ratownicy zgłaszają potrzebę zmiany prawa i wprowadzenia obowiązkowego ubezpieczenia dla turystów chodzących po górach. Takie ubezpieczenie obowiązuje na przykład na Słowacji, w Austrii i Szwajcarii.


4 osoby - w tym dwoje dzieci - zginęły, a ponad 130 zostało poszkodowanych w wyniku gwałtownej burzy, która w czwartek wczesnym popołudniem przeszła nad Tatrami. Najbardziej ucierpieli turyści w rejonie Giewontu i Czerwonych Wierchów.