Wojewoda z PiS "żałuje", że mniejszości mają prawa. "Ludzie wciąż wierzą w heteroseksualny matrix"


Wojewoda z PiS "żałuje", że mniejszości mają prawa. "Ludzie wciąż wierzą w heteroseksualny matrix"

Na dzień przed pierwszym Marszem Równości w Lublinie Sąd Apelacyjny uchylił decyzję prezydenta oraz wyrok pierwszej instancji i zezwolił, by manifestacja się odbyła. Skrytykował to powołany przez Beatę Szydło wojewoda lubelski Przemysław Czarnek. W oświadczeniu napisał on, że "żałuje, że Sąd Apelacyjny dostrzega prawa jakiejś mniejszości (...), a nie dostrzega prawa zdecydowanej przytłaczającej większości mieszkańców Lublina do spokoju". 

Czarnek zarzucał, że uczestnicy marszu chcą "epatować seksualnością", "gorszącymi scenami i wulgarną quasipornografią". Stwierdził też, że użycie przemocy wobec demonstrantów "będzie tak naprawdę sprzyjał środowisku gejowskiemu", a uczestnikom marszu "na tym zależy". Zapewnił, że „tęczowy pochód w Lublinie i tak się nie przyjmie".

W rozmowie z Gazeta.pl słowa rzecznika skomentowała Sylwia Spurek, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. - W przeciwieństwie do pana wojewody ja bardzo cieszę się, że sądy dostrzegają prawa mniejszości. Każdy organ władzy musi zauważać mniejszości i brać pod uwagę ich prawa i wolności - powiedziała Jak dodała, wciąż mamy luki prawne i niedoskonałości w jego stosowaniu w kontekście praw mniejszości.

"Mamy 2018 rok, a ludzie wierzą w heteroseksualny matrix"

- Wbrew temu, co pan wojewoda mówi, marsze równości nie służą epatowaniu seksualnością. Ich celem jest pokazanie, że mniejszości seksualne w Polsce mają swoje prawa - prawa człowieka - które nie są realizowane. Demonstrujący chcą pokazać większości, że istnieją luki w prawie, zaniedbania

- powiedziała.

 - Można by przewrotnie zapytać, czy pan wojewoda ma żonę, ma jej zdjęcie w gabinecie i obrączkę na palcu. A jeśli tak - to czy to nie jest "epatowaniem heteroseksualizmem" - stwierdziła. Przyznała, że "tego rodzaju opinię słyszy od bardzo dawna" i "to przykre, że wiele osób wciąż je wyraża".

- Mamy 2018 rok, a ludzie wierzą w heteroseksualny matrix. Żyją w tym "matrixie" i nie dostrzegają, że wokół nas i z nami żyją współobywatele i współobywatelki, którzy są nieheteronormatywni - stwierdziła. 

"Traktowanie mniejszości świadczy o naszej demokracji"

 - To smutne, że mija czas, a kultura polityczna stoi w miejscu. 13 lat temu prezydent Lech Kaczyński zakazał marszu równości. Takie decyzje podejmowali inni prezydenci. Minęło tyle lat, a my tkwimy w stereotypach i uprzedzeniach - powiedziała Spurek. 

- To, w jaki sposób jako państwo traktujemy mniejszości, świadczy o naszej demokracji. Właśnie stosunek do mniejszości - nie tylko seksualnych, także religijnych, etnicznych, narodowych - pokazuje, jakim jesteśmy społeczeństwem i państwem. Musimy uwzględniać ich potrzeby, prawa i wolności tworząc przepisy i realizując te przepisy

- oceniła. Zaznaczyła, że prawa mniejszości nie będą realizowane, dopóki będzie liczyć się jedynie większość i będą padać wypowiedzi "oparte na uprzedzeniach i stereotypach".


Sylwia Spurek przyznała, że miała nadzieję na taki wyrok sądu w sprawie marszu. - Rzecznik Praw Obywatelskich przedstawił stanowisko tak obudowane argumentacją prawną, merytoryczną, oparta na orzecznictwie Europejskiego Trybunały Praw Człowieka, że trudno byłoby ją pominąć przy orzekaniu - powiedziała. Zaznaczyła jednak, że biorąc pod uwagę wypowiedzi, jakie padały w sprawie marszu, "można było mieć obawy" co do stanowiska sądu. 

Nastolatkowie LGBT o życiu w Polsce: "Homofobia to ból, przemoc psychiczna, nienawiść"