Zdrowy rozum a Sąd Najwyższy


Zdrowy rozum a Sąd Najwyższy


Sąd Najwyższy zdecydował się zawiesić przepisy dotyczące wieku emerytalnego sędziów i przenoszenia ich w stan spoczynku, do czasu rozpatrzenia skargi na te regulacje przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. To może potrwać około 7 miesięcy. Do tego czasu według SN sędziowie, którzy osiągnęli nowy wiek emerytalny powinni normalnie pracować.



Z kolei , który w świetle nowych przepisów ma czynny udział w odsyłaniu sędziów na emeryturę żachnął się, że Sąd Najwyższy niczego nakazywać mu nie może, bo nie ma ku temu podstawy prawnej. A tym samym orzeczenie „nie wywiera skutków wobec Prezydenta RP, ani jakiegokolwiek innego organu”. Z tego wniosek, że prezydent zamierza kontynuować wydawanie decyzji o przenoszeniu sędziów w stan spoczynku. Kroi się nam powtórka ze sporu o Trybunał Konstytucyjny.



Obie strony przerzucają się argumentami prawnymi i przedstawiają swoje interpretacje, co potęguje chaos informacyjny. Przeciętny wyborca nie jest w stanie ocenić kto ma rację i czyje działania są zgodne z prawem, a czyje niekonieczne. Media sympatyzujące z opozycją już zakrzyknęły triumfalnie: hip hip hurra, Sąd Najwyższy ograł PiS. Media sprzyjające rządowi uznały orzeczenie za haniebne i niezgodne z prawem.



Na zdrowy rozum decyzja SN jest co najmniej dwuznaczna, gdyż tylko Sejm może zmienić ustawy, a jedynym organem uprawniony do ich kontrolowania jest Trybunał Konstytucyjny i też nie może tego robić wtedy, kiedy mu się zachce, tylko na wniosek określonych organów i wyłącznie w zakresie tego wniosku. Gdyby Sąd Najwyższy mógł zawieszać ustawy to stałby się władzą ustawodawczą. Jednak sędziowie SN odwołują się do traktatów unijnych. Słusznie czy niesłusznie - trudno orzec, a wyinterpretować można wszystko.



Można powiedzieć trafiła kosa na kamień - PiS, które uciekało się do rozmaitych sztuczek żeby naginać konstytucję, spotkało się z takim samym działaniem. Ale czy to wyjdzie na zdrowie obywatelom i naszemu wymiarowi sprawiedliwości? To jest raczej wątpliwe. Pewne jest natomiast, że obecni sędziowie SN nie zamierzają skapitulować bez walki.